Kobieta samotna. IV rocznica śmierci Moniki Zbrojewskiej

Jest piątek, 23 października 2015 r., godziny popołudniowe. Kierujący samochodem mężczyzna zauważa na ul. Byszewskiej w Łodzi jadącą środkiem drogi, w kierunku centrum, toyotę yaris. Wyprzedza , blokuje przejazd. Za kierownicą dostrzega kobietę z długimi, brązowymi włosami.

Dochodzi do awantury, nawet kiedy przyjeżdża patrol policji kobieta nie może się uspokoić. Czuć od niej wyraźną woń alkoholu. Potrzebne jest wsparcie. Funkcjonariusze używają środków przymusu bezpośredniego, nakładają kajdanki na szczupłe dłonie zatrzymanej. Drugi radiowóz odwozi ją do izby wytrzeźwień. Badanie wykazuje ponad 2 promile alkoholu w organizmie.

Dopiero w komisariacie okazuje się, że pijana kobieta nazywa się Monika Zbrojewska, jest doktorem habilitowanym nauk prawnych, profesorem Uniwersytetu Łódzkiego i od roku pełni funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Informacja błyskawicznie obiega kraj. Najczęstszym słowem jakie pojawia się w wypowiedziach jej współpracowników i znajomych jest “szok”.

Ówczesna premier Ewa Kopacz natychmiast odwołuje Zbrojewską ze stanowiska wiceministra, rektor Uniwersytetu Łódzkiego kieruje sprawę do rozpatrzenia przez Rzecznika Dyscyplinarnego ds. Nauczycieli Akademickich, podobnie postępuje Okręgowa Rada Adwokacka w Łodzi; te działania oznaczają jedno – zawodową katastrofę prawniczki.

43-letnia bohaterka skandalu jest rozdarta i załamana. Zamyka się w domu. Nie pojawia się na przesłuchaniu w komendzie policji, jej pełnomocnik dostarcza funkcjonariuszom zwolnienie lekarskie.

Tydzień później, 30 października, śmierć przychodzi po Monikę Zbrojewską – umiera w szpitalu, do którego kilka dni wcześniej zawiozła ją siostrzenica. Sekcja zwłok wykazuje “ostrą toksyczną niewydolność wątroby”, co oznacza zatrucie lekami i (być może) alkoholem.

Dzień pogrzebu. Foto: Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska. Kliknij, aby powiększyć.

Pogrzeb profesor Zbrojewskiej odbywa się 7 listopada 2015 na cmentarzu rzymskokatolickim w Pabianicach. Jej bliscy, współpracownicy, przedstawiciele uniwersytetu, prokuratury, urzędów, adwokatury, studenci, mieszkańcy Łodzi i Pabianic w zadumie słuchają słów duszpasterza, który mówi o potrzebie miłości, szacunku i wybaczania doznanych krzywd.

Być może u zebranych pojawia się refleksja nie tylko nad kruchością życia, ale także nad okolicznościami, które sprawiły, że z dnia na dzień ta inteligentna, wykształcona, wrażliwa, lecz samotna i mocno nieszczęśliwa kobieta, utraciła wszystko, co budowała przez minione 20 lat.

Rodzina prosi zebranych o nieskładanie kondolencji i powstrzymanie się od przemówień. Skremowane ciało zmarłej spoczywa w rodzinnym grobie.

Dziś mijają cztery lata od tamtych wydarzeń, każdy dzień przynosi ogromną ilość wiadomości dobrych i złych, ważnych i nieistotnych, a pamięć staje się coraz bardziej krucha.

W 2003 r. Zbrojewska występowała jako ekspert w sejmowej komisji śledczej d/s afery Rywina. 19 lipca Wojciech Surdziel – fotograf Agencji Gazeta – dokumentował posiedzenie komisji. Wśród zdjęć, które wtedy powstały znalazło się jedno, do którego licencję zakupiła “Gazeta Trybunalska”, aby zilustrować niniejszy tekst.

Na zdjęciu: dr Monika Zbrojewska, Sejm RP, 2003 r. Foto: Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Być może zdarzy się tak, że uśmiechnięta twarz 31-letniej wówczas doktorantki przesłoni obraz zasmuconej, zagubionej kobiety, rozdartej pomiędzy zawodową ambicją, odpowiedzialnością, strachem i uzależnieniem, którą ciąg zdarzeń doprowadził do miejsca nad przepaścią.

→ Mariusz Baryła

30.10.2019

• zdjęcie nagłówkowe: Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

 

Całkowita ocena
5 z 5 gwiazdek. 2 głos.
Oceń wpis

One Reply to “Kobieta samotna. IV rocznica śmierci Moniki Zbrojewskiej”

  1. Bo w tym, najlepszym z krajów, tak jest i długo jeszcze będzie: alkoholikiem (czyli człowiekiem chorym) jest ten, który się leczy, nie ten, który pije.

    Wszyscy widzieli, nikt nie pomógł. Kiedy nastąpiła ewidentna katastrofa, wszyscy się odwrócili. Typowe. Bo w tym środowisku nikt nie pije. Ani Pani Kruk, ani Pan Dorn… A Unią Europejską kieruje pan, któremu za kierowanie traktorem zabrano by w normalnej Unii prawo do kierowania rowerem.

    Kobieta nie miała dosyć siły, żeby przetrwać “hańbę”. Żaden z Jej znajomych nie rozumiał i nie zrozumie, że choroba nie jest kategorią etyczną, a estetyczną.

    Dlaczego umarła? Bo Ją zaszczuto. Dała się zaszczuć, bo była stworem delikatnym. A na tym najlepszym ze światów przeżywają jedynie wojownicy. I dranie. Ale prawdziwi wojownicy eliminują drani, chociaż może to trwać długo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *