Kochanek wielkiej niedźwiedzicy (archiw.)

W jednej z miejscowości naszego województwa, którą na potrzeby tego tekstu nazwiemy A żyje i pracuje małżeństwo X.

Pan X jest synem znanego i szanowanego w A obywatela. Wraz z żoną prowadzą, na terenie dwóch oddziałów, bardzo dochodową działalność w branży medycznej. Każdy z małżonków nadzoruje jedną z placówek: pan X jest na miejscu, pani X codziennie dojeżdża do pracy do oddalonego od kilkanaście kilometrów miasta C.

Związek państwa X przechodzi kryzys, nie jest on niczyją winą, po prostu po latach wyszła na jaw niezgodność charakterów. Mąż jest spokojny, wręcz flegmatycy, wychowany w dobrobycie nie ma nadmiernie rozbudzonych ambicji finansowych i towarzyskich. Żona, to jego przeciwieństwo: energiczna, gospodarna, ambitna, zarządza wspólnymi finansami, organizuje wypoczynek, wybiera marki samochodów, można śmiało stwierdzić, że jest głową rodziny.

Podczas gdy pani X realizuje się w biznesie, pan X staje się coraz bardziej wycofany, wieczorami po pracy regularnie zagląda do kieliszka. Nie urządza jednak awantur czy libacji alkoholowych. Kulturalny, dobrze wychowany pijak – samotnik.

Od pewnego czasu w otoczeniu państwa X pojawia się pan S, który zasłużył sobie nawet na status przyjaciela domu. S pracuje w policji, dorobił się stopnia sierżanta sztabowego. Jeździ radiowozem i łapie przekraczających prędkość kierowców. Jest młodszy od pana X, wysoki, przystojny, wygadany, obrotny. W krótkim czasie pani X zostaje kochanką policjanta, co dziwić nie może, bo z X-a, jako z samca, pożytku żadnego nie ma.

X domyśla się, że jego żona ma romans, ale nie potrafi nic z tym zrobić. Jest bezradny jak głuchy w filharmonii. Jego bierna postawa, paradoksalnie, coraz bardziej drażni sierżanta sztabowego S, który podświadomie wolałby być zrugany, spoliczkowany i zrzucony ze schodów przez zazdrosnego męża.

Którejś niedzieli, pan X jak zwykle popija, jego żona jest wyjątkowo miła, nawet pełni funkcję barmanki przynosząc mężowi coraz to nowe drinki. Zapada noc, państwo X idą spać.

Następnego dnia, jak zwykle, każde wsiada do swojego eleganckiego i drogiego auta i jedzie do pracy. Jednak podróż pana X nie trwa długo. Niedaleko domu czeka na niego patrol policji, który usiłuje go zatrzymać. X omija radiowóz, funkcjonariusze łatwo zajeżdżają mu drogę.

Jakież jest zdziwienie X-a, gdy do jego samochodu podchodzi przyjaciel domu i prosi o dokumenty. Kierowca wysiada z pojazdu, następuje brutalna wymiana zdań między mężczyznami. X nie godzi się na test trzeźwości, dochodzi do szarpaniny, w wyniku której X. dostaje kilka kuksańców.

Sierżant sztabowy S wraz ze swoją partnerką skuwają kajdankami ręce niesfornego kierowcy, mocno je dociskając, aby X poczuł, kto ma władzę. Po ochłonięciu facet dmucha w alkomat, urządzenie wskazuje 0,9 promila w wydychanym. Momentalnie traci prawo jazdy, a jego sprawa wkrótce trafia do sądu.

Jaki morał płynie z tej historii? Bardzo prosty: kiedy twój suchy szwagier jest gliną, nigdy nie wsiadaj za kółko po pijaku. Jedź do roboty taksówką albo autobusem. Za to nikt nie wsadza do paki.

→ (mb)

5.10.2015

• foto: wallpapervortex.com

 

Całkowita ocena
0 z 5 gwiazdek. 0 głos.
Oceń wpis

One Reply to “Kochanek wielkiej niedźwiedzicy (archiw.)”

  1. “nigdy nie wsiadaj za kółko po pijaku. Jedź do roboty rowerem,” – doskonała porada, rower też jest pojazdem mechanicznym, więc prowadzenie go po alkoholu to proszenie się o kłopoty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *