Czy warto czytać Gombrowicza?

Polska prawica generalnie nie lubi Gombrowicza. Oskarżany jest o brak patriotyzmu, kosmopolityzm, a nawet zdradę narodu.

Fakt, wyjechał na statku „Chrobry” w lipcu 1939 roku do Argentyny. Po przybyciu do Buenos Aires na wieść o wybuchu wojny, zgłosił się jednak do polskiej ambasady i tam ze względu na zły stan zdrowia nie został przyjęty do wojska. Miał wtedy 35 lat. Był wówczas autorem dwóch książek, wydanych w Warszawie, debiutanckiego tomu opowiadań „Pamiętnik z okresu dojrzewania’, oraz powieści „Ferdydurke”.

Ta ostatnia, niezrozumiana przez wielu krytyków i czytelników, przyniosła mu uznanie Zofii Nałkowskiej i przyjaźń Brunona Schulza. W Argentynie przez wiele lat prowadził życie włóczęgi, często nie mając gdzie spać, ani co jeść. Powoli zdobywał przyjaciół wśród młodych literatów argentyńskich, z którymi przetłumaczył „Ferdydurke” na hiszpański. Tam też przedstawiał się jako polski hrabia, choć takiego tytułu nie posiadał. Znał natomiast doskonale genealogię rodzin szlacheckich. W końcu zdobył stałą posadę w Banku Polskim, gdzie zaczął pisać „Trans-Atlantyk”. Powieść, mimo wyśmiewania w niej naszej nieudolnej emigracji, stara się ją jednak zachęcić do stawiania czoła światu, a nie zamykania się we własnym getcie.

W 1963 r. przeniósł się najpierw do Berlina, i nawet będąc tak blisko Polski, nie zamierzał wrócić do kraju. Nie lubił komuny i chyba nie świadczy to o braku patriotyzmu. Później pojechał do Paryża, a w końcu do Vence na południu Francji, gdzie mieszkał do śmierci, która nastąpiła w lipcu 1969 roku. W ostatnich latach życia jego dochody znacznie się poprawiły, ponieważ wiele teatrów europejskich zaczęło wystawiać jego dramaty sceniczne, dzięki czemu mógł pomagać żyjącym w Polsce w bardzo skromnych warunkach: matce, siostrze i bratu Januszowi. Wziął też ślub z młodą Kanadyjką Ritą Labrosse, która też została spadkobierczynią jego dorobku literackiego. Gdyby żył dłużej, z pewnością otrzymałby Nagrodę Nobla. Niestety, od lat dręcząca go astma, skróciła jego żywot.

Niedawno wydano jego zapiski pod nazwą „Kronos”, w których notuje szczegóły swojego życia osobistego. Szczególnie szokują jego przygody erotyczne. Był biseksualistą, często zmieniającym partnerów i partnerki. Nie szczędził też czytelnikom opisów wizyt u lekarzy, u których leczył choroby weneryczne. Nie był człowiekiem uczuciowym i do tej wady nie raz się przyznawał. Skrupulatnie też liczył swoje dochody i wydatki. Wady pisarza, jako osoby, nie mogą być podstawą do oceny jego dorobku artystycznego.

To, co napisałem powyżej nie jest nawet szkicem jego biografii, wypada jednak napisać kilka słów o pisarzu, który w dzisiejszej Polsce stał się z wybitnego, co najwyżej pisarzem kontrowersyjnym.

Nie zgadzam się, że nie był patriotą, zbyt wiele pisał o rodzinnym kraju, zbyt mu zależało na unowocześnieniu Polaka, ale jednocześnie na wprowadzeniu pewnych elementów kultury polskiej, a głównie szlacheckiej w krwiobieg cywilizacji europejskiej. Nie był człowiekiem wierzącym, tym niemniej dręczyły go pytania metafizyczne, ale próbował je rozwiązywać studiując na własny rachunek filozofię, przede wszystkim filozofię nowożytną. Jednak żadna filozofia, nawet modny wtedy egzystencjalizm, nie był dla niego rozwiązaniem problemów człowieka.

Gombrowicz niewątpliwe był postacią tragiczną, bo wszystko postawił na jedną kartę, na literaturę, która miała przynieść rozwiązanie jego rozterek psychicznych poprzez wielkość i pieniądze. Wydawało się przez pewien czas, że jego plan się powiódł. Wspaniale pisał po polsku. Jedynym, który mógł z nim rywalizować w pięknym posługiwaniu się w piśmie naszym językiem był Henryk Sienkiewicz. Gombrowicz nazywał Sienkiewicza pierwszorzędnym pisarzem drugorzędnym i rzeczywiście jeśli chodzi o jakość myśli miał pewnie rację, ale tak naprawdę, jeśli chodzi o troskę o naród i państwowość, obaj nie bardzo się różnili, może jedynie w sposobach realizacji tej troski. O tym decydowała jednak pewna odległość czasów, w jakich żyli, stąd i inne sposoby literackie i myślowe, jakimi się posługiwali.

Najlepsza polszczyzna Gombrowicza ujawniła w pisanym dla paryskiej „Kultury”” Dzienniku”. W wydaniu książkowym „Dziennik” zajął trzy dość obszerne tomy. Tym dziełem, w którym pomieszał wydarzenia rzeczywiste i wymyślone, walkę z innymi pisarzami i myślicielami, filozofię i codzienność, wystawił sobie pomnik trwalszy od spiżu. Natomiast ostatnie jego powieści, podobnie jak wczesna „Ferdydurke” trącą już nieco myszką, podobnie jak wspomniany „Trans-Atlantyk” Językowo sięgające do staropolszczyzny, co dla mnie jest akurat atutem tych utworów, myślowo są zbyt wysilone, próbujące wykreować jakąkolwiek sensowną rzeczywistość i kończące się zawsze niepowodzeniem.

Autor wyraźnie stwierdza, że poza wysiłkiem człowieka, za wszelką cenę poszukującym sensu istnienia, żadnego wyższego porządku nie ma. Nie jest mi bliski jego sposób myślenia. Sądzę raczej, że ludzie nie są w stanie zmienić świata, a jeśli zabierają się do takich zmian, prędzej czy później doprowadzają do katastrofy. Niezależnie od tego, kto stworzył ten świat, człowiek jest tylko jego częścią, niezdolną ani do pojęcia całości, ani tym bardziej do dokonania w niej istotnej zmiany. Kiedyś, dawno temu, Gombrowicz stał się dla mnie objawieniem. Dziś myślę o nim z szacunkiem, jako o kimś, kto podjął heroiczną walkę o własną prawdę, walkę, moim zdaniem, przegraną, tym niemniej, stworzył przy okazji, przynajmniej chwilami, znakomitą literaturę.

→ Zbigniew Rutkowski

16.03.2017 / 23.09.2020

• foto: pixabay.com

• lektury Rutkowskiego czytaj więcej: > tutaj

#rutkowskiLektury

2 Replies to “Czy warto czytać Gombrowicza?

  1. Jeśli już, to nie wyjechał, a wypłynął. Miał gdzie spać, choć na początku zmieniał często adres, bywało, że nie dojadał. Ale czy Gombrowiczowi można do końca wierzyć.
    Był w końcu mistrzem autokreacji

    1. Gdzieś przepadło ostatnie zdanie.
      Wybitnie inteligentny, pełen przywar ludzkich, twórca nieprzeciętnej literatury, która ma stałe miejsce wśród najlepszych dzieł.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.