Górski Karabach – wojna której nie można wygrać

Kaukaz Południowy, w tym Górski Karabach (zwany także Republiką Artsakh), odwiedziłam dwa lata temu, lecz moje zainteresowanie tym regionem zaczęło się znacznie wcześniej, od momentu kiedy przeczytałam poruszającą książkę pt. “Armenia. Karawany śmierci”, autorstwa Małgorzaty Nocuń i Andrzeja Brzezieckiego.

W rejonie Kaukazu istnieją trzy parapaństwa: Abchazja, Osetia Południowa i Górski Karabach. Kwestia Abchazji i Osetii Południowej związana jest z konfliktem gruzińsko – rosyjskim, natomiast Górski Karabach jest obszarem spornym pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem.

Spór o Górski Karabach sięga czasów, kiedy terytorium to pozostawało w granicach Związku Radzieckiego. ZSRR skutecznie żonglował Karabachem, włączając go naprzemiennie do Azerbejdżanu i Armenii. Powodem tych działań była oczywiście globalna polityka, a ostateczne przyłączenie go do Azerbejdżanu (w 1921 r.) miało na celu ocieplenie relacji z Turcją, nastawioną wrogo do Armenii, nie wspominając już o głównej karcie przetargowej Azerów, jakimi były złoża ropy naftowej i gazu ziemnego.

Fakt, że terytorium było zamieszkiwane w większości przez Ormian nie miał znaczenia. Stan ten utrzymał się aż do 1987 r. kiedy nasiliły się roszczenia o przywrócenie Karabachu do Armenii. Odmowa ZSRR stała się początkiem konfliktu zbrojnego trwającego do dzisiaj. Oczywiście twarda polityka ZSRR trzymała mocno w ryzach dążenia niepodległościowe na Kaukazie Południowym, jednak wraz z jego upadkiem sytuacja bardzo się skomplikowała. Co więcej, po upadku ZSRR, Rosja zaczęła wspierać Ormian w dążeniach do przyłączenia Karabachu. Głównym powodem zwrotu polityki Rosji wobec Karabachu był fakt, że Azerowie, jako nacja spokrewniona z Turkami, była zawsze wspierana przez Turcję, sojusznika USA.

Ogłoszenie niepodległości przez Karabach w 1991 r. zapoczątkowało krwawą wojnę pomiędzy Azerbejdżanem a Armenią, trwającą do 1994 r. kiedy podpisano zawieszenie broni.

Czołg na przedmieściach miasta Szuszi nieustannie przypomina o trwającym konflikcie azersko-ormiańskim.

Górski Karabach od momentu uchwalenia deklaracji niepodległości w 1992 r., posiada własny parlament oraz organy władzy wykonawczej i sądowniczej. Pozory mogą jednak mylić, gdyż jest to właściwie wydmuszka państwa, sztucznie utrzymywany twór, w celu zabezpieczenia pozycji Rosji w regionie.

Górski Karabach nie został oficjalnie uznany za niepodległe państwo na arenie międzynarodowej, uznały go jedynie inne samozwańcze terytoria: Abchazja, Naddniestrzańska Republika Mołdawska i Południowa Osetia. Na próżno zatem szukać Górskiego Karabachu na mapie, gdyż formalnie teren ten leży w granicach Azerbejdżanu.

Pomimo, że Armenia nie uznała otwarcie Górskiego Karabachu, oficjalną walutą tego kraju jest ormiański dram, natomiast jego obywatele legitymują się ormiańskimi paszportami.

Wiza uprawniająca do wjazdu na teren Republiki Artsakh. Kliknij, aby powiększyć.

Prowizoryczne przejście graniczne pomiędzy Armenią a Górskim Karabachem wyznacza wyłącznie budka karabaskiej straży granicznej, natomiast ormiańskich służb w tym miejscu brak. Wniosek – oficjalna granica nie istnieje.

Turyści odwiedzający Górski Karabach objęci są obowiązkiem wizowym, a wizy są wydawane w stolicy Karabachu – Stepanakercie (znanym też jako Xankendi), która znajduje się około 70 km od granicy.

Mogłoby się wydawać, że Górski Karabach to miejsce dotknięte wojną i doszczętnie zniszczone. Jednak rzeczywistość tutaj jest zupełnie inna. Region zachwyca przepięknymi górskimi krajobrazami, wielbicieli wędrówek pieszych z pewnością urzeknie ścieżka wzdłuż zielonego Kanionu Hunot, natomiast osoby zainteresowane architekturą sakralną zachwyci, umiejscowiony wysoko na wzgórzu ponad miejscowością Vank, zabytkowy monastyr ormiański – Gandzasar. Niestety, chętnych na zwiedzanie nie ma zbyt wielu.

Kiedy dwa lata temu odwiedziłam ten kraj na ulicach nie widziałam żadnych śladów walk i nie odczułam bezpośredniego zagrożenia. Pozory jednak mogą mylić, kierowca taksówki odmówił przejazdu do miejscowości Ağdam, znajdującej się zaledwie 25 km od stolicy – Stepanakertu.

Tatik i Papik, czyli Babcia i Dziadek – symbol Górskiego Karabachu. Kliknij, aby powiększyć.

Ağdam, to właściwe miasto widmo. Miejscowość tworzy strefę buforową pomiędzy Azerbejdżanem a Górskim Karabachem. Kiedyś było to tętniące życiem miejsce, natomiast obecnie jest całkowicie opustoszałe, na skutek działań wojennych.

Tymczasem, stolica zaskoczyła mnie porządkiem, nowymi budynkami oraz dobrymi drogami, znacznie lepszymi niż te w Armenii. Moje zdumienie było jeszcze większe, gdy od miejscowego przewodnika dowiedziałam się, że prowincja nie posiada własnych źródeł utrzymania. W rzeczywistości jej przetrwanie gwarantują środki płynące z Armenii, którą de facto wspiera Rosja. Co więcej, zwiedzając Karabach można odnieść wrażenie, że jego sytuacja gospodarcza jest znacznie lepsza niż ta po stronie ormiańskiej.

Konflikt w tym rejonie może wydawać się irracjonalny z ekonomicznego punktu widzenia. Perspektywa jednak diametralnie się zmienia, gdy uwzględnimy aspekty geopolityczne.

Od zachodu Armenia graniczy z Turcją, która utrzymuje poprawne stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, natomiast jej wschodnią granicę wyznacza zamknięta od wielu lat granica z Azerbejdżanem, który jest wspierany przez państwo tureckie.

Jej północny sąsiad – Gruzja, mówiąc delikatnie, także nie należy do grona sympatyków Rosji. Na południu zaś rozciąga się Iran, dla którego USA jest wrogiem numer jeden. Dlatego też rozciągnięcie strefy wpływów Rosji na ten obszar, umożliwia jej kontrolę sytuacji w związku z działaniami Stanów Zjednoczonych, studzi zapał Gruzji do przywrócenia integralności swojego terytorium (mowa oczywiście o Abchazji i Osetii Południowej), a co więcej umacnia jej pozycję w grze o znacznie większą stawkę – możliwość kreowania polityki na Bliskim Wschodzie.

Czy istnieje możliwość, że spór o Górski Karabach zostanie kiedyś ostatecznie rozwiązany?

W mojej ocenie jest to w najbliższym czasie niemożliwe. Zarówno Armenia jak i Azerbejdżan nie mają wystarczających środków na prowadzenie działań wojennych w tym rejonie. Jakakolwiek eskalacja konfliktu uzależnia dodatkowo te kraje od pomocy z zewnątrz.

Widok na Kaukaz z Monastyru Gandzasar. Kliknij, aby powiększyć.

Kwestia Górskiego Karabachu ma także inny wymiar. Wzajemna niechęć Armenii oraz Azerbejdżanu ma silne podłoże kulturowe i religijne. Azerowie, jako muzułmańska nacja, spokrewniona z Turkami, jawi się w chrześcijańskiej Armenii jako największy wróg, biorąc pod uwagę poczucie niesprawiedliwości historycznej, wszechobecne w świadomości Ormian.

Na początku XX wieku miała miejsce masowa eksterminacja Ormian przez Turków. Szacuje się, że śmierć poniosło nawet 1,5 miliona Ormian. Choć istnieją niepodważalne dowody zbrodni, Turcy do niedawna zaprzeczali jakoby mieli coś wspólnego z wydarzeniami z przeszłości, a rzeź Ormian nie została oficjalnie uznana za zbrodnię przeciwko ludzkości.

Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że Górski Karabach jest powodem dumy dla Ormian, a utrzymanie tego terytorium jest sprawą priorytetową, ponieważ gwarantuje podtrzymanie morale narodu. Z drugiej strony, ustępstwa ze strony Azerbejdżanu, dadzą przewagę Rosji w regionie.

Nie będę ukrywać, że sytuacja Armenii oraz konflikt o Górski Karabach są mi bardzo bliskie, głównie poprzez analogię do historii i położenia Polski. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że, w mojej ocenie, całkowite zażegnanie tego sporu nie jest możliwe.

Wątpię, aby obecna wymiana ognia przerodziła się w otwartą wojnę, gdyż nasilone działania zbrojne nie wkalkulowują się w politykę Rosji, Turcji, Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej.

Konflikt między Ormianami a Azerami będzie co pewien czas podsycany w celu zaznaczenia obecności głównych graczy w regionie. Jednak cały czas musimy pamiętać, że za kulisami tej rozgrywki kryje się tragedia ludzi.

→ Małgorzata / „Girl on a Trail”

5.10.2020

• foto: Girl on a Trail

Małgorzata (ur. 1985 r. w Warszawie) – absolwentka Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i Szkoły Głównej Służby Pożarniczej. Zawodowo związana z ochroną środowiska, prywatnie podróżniczka, fotograf, pasjonatka historii i poznawania nowych kultur oraz języków. Wielbicielka urbexu i wszystkiego, co nietypowe. Założycielka bloga „Girl on a Trail”, w którym przedstawia relacje ze swoich podróży.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.