Podczas tegorocznego finału Narodowego Czytania w warszawskim Ogrodzie Saskim uwagę przyciągał czerwony banner trzymany przez dwóch mężczyzn. Widniał na nim napis: „2-letnia Polka skazana przez sąd na banicję. Po pierwsze Polska, po pierwsze polskie dzieci”. Transparent skierowany był do obecnego na uroczystości prezydenta RP Karola Nawrockiego.
Wśród publiczności znajdowała się także niepełnosprawna dziewczynka w wieku około 4–5 lat, cierpliwie siedząca w wózku spacerowym. Towarzyszyła jej matka – trzydziestoletnia, drobnej postury kobieta, która zapytana o powód obecności, szczegółowo przedstawiła swoją historię.
Kilka lat temu, mieszkając w Londynie, poznała mężczyznę pochodzącego z jednego z krajów arabskich. Romans trwał krótko, gdyż partner ujawnił skłonności do przemocy. Kobieta zerwała związek, a wkrótce potem okazało się, że spodziewa się dziecka. Wróciła do Polski i tutaj urodziła córkę. W krótkim czasie lekarze stwierdzili u dziewczynki niepełnosprawność intelektualną.

Dwa lata później ojciec dziecka wystąpił o przyznanie mu prawa do opieki. Sąd oddalił jego wniosek, jednak mężczyzna odwołał się od decyzji. Sprawa ponownie trafiła na wokandę i – jak twierdzi matka – jej przebieg zaczął wskazywać, że szala przechyla się na korzyść ojca.
Kobieta rozpoczęła więc desperacką walkę prawną, poszukując wsparcia w instytucjach państwowych, lecz wszędzie napotykała mur obojętności. W akcie bezsilności zdecydowała się osobiście przekazać prezydentowi list oraz dokumenty sądowe.

Tuż przed opuszczeniem Ogrodu Saskiego prezydent Nawrocki podszedł do czekających na niego osób, aby przyjąć gratulacje, uścisnąć dłonie i zrobić pamiątkowe zdjęcia.
Zauważył również kobietę z dzieckiem i zadeklarował, że chce wysłuchać jej problemu. Już po pierwszym zdaniu rozmowy stwierdził jednak, że nie ma kompetencji, by ingerować w sprawę, i zasugerował, aby zwróciła się do ministra rodziny oraz ministra sprawiedliwości.
Była to odpowiedź zaskakująca – w końcu jeśli nie głowa państwa, to kto mógłby podjąć interwencję? Ostatecznie prezydent przyjął od kobiety dwie koperty, co dokumentuje załączona fotografia.

Od tego spotkania minęły już dwa tygodnie. Dziś „Gazeta Trybunalska” zwróciła się do Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta z pytaniem, czy prezydent zapoznał się z przekazaną korespondencją oraz czy podjął jakiekolwiek działania w celu uchronienia polskiego dziecka przed wywiezieniem do obcego kraju.
→ M. Baryła
19.09.2025
• foto: Mariusz Baryła . Gazeta Trybunalska
© materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone; dalsze rozpowszechnianie treści tylko za zgodą wydawcy „Gazety Trybunalskiej”


Będąc z oficjalną wizytą w Stanach Zjednoczonych pan prezydent znowu sięgnął publicznie po snusa. Czy ktoś ma jeszcze złudzenia, czego można spodziewać się po tym człowieku?
https://x.com/SzkKontaktowe?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1970194992850251863%7Ctwgr%5Eeae830a535fc346608ab13104469329527d7905c%7Ctwcon%5Es1_&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.msn.com%2Fpl-pl%2Fwiadomosci%2Fpolska%2FzdjC499cia-nawrockiego-niosC485-siC499-po-sieci-byC582a-szC3B3sta-rano%2Far-AA1N7eGS%3Focid%3Dwinp2fpcvid%3D68d311c4b9884268a7d8431bac54738eei%3D68
Na kłopoty – Bednarski.
W czasach późnej komuny furorę w polskiej telewizji robił film, zgodnie z którym, każdą, nawet najbardziej skomplikowaną sprawę, wygrać można było jeśli poprosiło się o pomoc rzutkiego, energicznego i pełnego sympatii pana z Polski. Chłopa nieraz zbili, stłamsili i pogruchotali mu prawie wszystkie kości, a on zawsze wychodził na swoje. Taki był gieroj! Rzecz w tym, że walczył on z podłymi hitlerowcami…
Dzisiaj oczekujemy, że podobne cuda będzie odstawiał pan prezydent, który, faktycznie, ma ściśle określone kompetencje i wszystkiego, po prostu, nie może. Nie może np. ingerować w decyzje niezawisłych sądów. Nie tylko nie znam dokładnie sprawy tego dziecka, ale też nie mam formalnego wykształcenia prawniczego, co skutecznie wyklucza także i mnie z kręgu osób, które mogłyby w tej sprawie zabierać głos. Mogę, ale co najwyżej sobie postękać…
Prawdopodobnie w podobnej sytuacji jest pan prezydent. Jego bliskiego kolegę, „Wielkiego Bu”, też „wyhaczyło” CBA (czy jakaś podobna służba), nie robiąc sobie żadnych ceregieli z jego sławy i szlachetności posiadanego opiekuna. W sprawie człowieka upadłego, który dał się wystrychnąć na Dudka z własnym mieszkaniem nie zadziałała zaś jakaś nadzwyczajna siła, tylko zwykłe przedawnienie. Ot, prawdziwy przypadek. Przy okazji powiem, że wykorzystywanie ludzi w trudnej sytuacji, to nie jest rzecz nadzwyczajna. Znam osoby i firmy, które na Wybrzeżu zrobiły kolosalne biznesy płacąc ludziom nieporadnym życiowo równowartość czapki gruszek za przejmowane od nich całkiem spore majątki. Podobne historie widziałem i na naszym terenie, a przykład posła najjaśniejszej Rzeczypospolitej kupującego za bezcen ziemię od więźnia w zamian za obietnicę złagodzenia zasądzonego wyroku jest znany bardzo wielu ludziom. Kto pamięta tego miglanca? Kto pamięta, z jakiej był partii i jaką ważną funkcję pełnił? A wyciągnęliście z tego faktu jakiekolwiek wnioski???
Sądząc po wynikach wyborów nic z tego nie wyszło. Obawiam się, że tak będzie także z pomocą dla tego dziecka, a pan Bednarski pozostanie tylko filmową fikcją.