W Piotrkowie Trybunalskim rozsypał się worek z tytułami honorowego obywatela miasta. W samym tylko 2025 roku aż cztery osoby zostały nim obdarzone – i co znamienne, wszystkie są mieszkańcami Piotrkowa.
Zamiast szczególnego wyróżnienia, które miało być nadawane z rozwagą i w wyjątkowych przypadkach, tytuł staje się dziś czymś w rodzaju lokalnego medalu pamiątkowego. Zaczyna brakować logiki: jak można nadawać tytuł „honorowego obywatela Piotrkowa” ludziom, którzy od lat są obywatelami Piotrkowa z mocy prawa? To trochę tak, jakby prezydent miasta wręczał piotrkowianinowi dyplom potwierdzający, że jest… piotrkowianinem. Na tę zasadniczą kwestię zwróciło uwagę, podczas dzisiejszych obrad rady miasta, tylko dwóch radnych: Piotr Gajda i Przemysław Winiarski. Pretekstem była dyskusja nad przyznaniem tytułów Michałowi Rżankowi i Waldemarowi Domarańczykowi.
Przeglądając listę honorowych obywateli, trudno nie odnieść wrażenia chaosu i braku proporcji. Jan Paweł II doczekał się na stronie urzędu zaledwie kilku zdań, podczas gdy życiorys Witolda Stawskiego rozpisano na całe akapity. Wygląda to tak, jakby pontyfikat papieża był epizodem w porównaniu z działalnością lokalnego poety i pedagoga. Owszem, Stawski prowadził koła zainteresowań, organizował konkursy i szkolne spektakle, miał wystawy fotograficzne i recitale. Ale czy to dorobek na miarę tytułu honorowego obywatela miasta? Trudno uznać, by był to poziom zasług porównywalny z ludźmi o ogólnopolskim czy międzynarodowym formacie tym bardziej, że jego twórczość nigdy nie wyszła poza grube ramy peryferii.
Na liście są też duchowni. W przypadku ojca Gracjana Kubicy nie wiadomo właściwie, czym dokładnie się zasłużył. W materiałach urzędu mówi się o działalności duszpasterskiej, oratorium i pracy kulturalnej, ale brakuje konkretów, które pozwalałyby uznać go za postać wybitną. Tytuł wygląda tu bardziej na nagrodę środowiskową niż na wyjątkowe wyróżnienie.
Szczególne kontrowersje budzi obecność Bogusława Wołoszańskiego. Popularny autor „Sensacji XX wieku” i poseł z list Koalicji Obywatelskiej był w PRL współpracownikiem wywiadu MSW. W latach 80. podpisał zobowiązanie do współpracy pod pseudonimami „Ben” i „Rewo”. W zamian otrzymywał możliwość dłuższego pobytu w Londynie i inne korzyści osobiste. Choć sam twierdzi, że „nie donosił”, dokumenty SB pokazują, że przekazywał informacje – choćby o środowiskach polonijnych czy kolegach z pracy – a więc współpraca miała charakter realny, nawet jeśli nie spektakularny.
Niejasności pojawiają się także w przypadku Stanisława Gajdy. Jego życiorys jest dziurawy i wymaga dokładniejszego wglądu: pominięto zasługi dla Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, w którym był aktywnym pracownikiem, a następnie przeszedł do Stowarzyszenia PAX – zaiste cudowna przemiana ideowa. Co więcej, studiował zaocznie wychowanie plastyczne w Państwowej Wyższej Szkoła Sztuk Plastycznych w Poznaniu a nie jak błędnie napisano w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Pięknych, co może sugerować, że jest magistrem sztuki. Takie „upiększanie” biogramu rodzi pytania o rzetelność przyznawania tytułu i o to, czy rzeczywiście honoruje się wybitne zasługi, czy raczej buduje wizerunek pozorny, wygodny dla urzędu i lokalnych środowisk.
Honorowe obywatelstwo z definicji miało być gestem wobec tych, którzy rozsławili Piotrków poza jego granicami albo którzy szczególnie mocno związali się z miastem, choć formalnie z niego nie pochodzili. Tymczasem nadawanie go osobom, które tu mieszkają i działają od lat, jest pozbawione sensu. To raczej nagroda towarzyska, rozdawana „swoim” – trochę z rozpędu, trochę z potrzeby podkreślenia lokalnej tożsamości.
Efekt końcowy jest taki, że tytuł już dawno stracił prestiż i stał się kolejnym dyplomem do powieszenia na ścianie, a nie wyróżnieniem, które naprawdę coś znaczy. Trudno traktować poważnie instytucję, w której jednego roku nagradza się hurtem kilka osób, w tym takie, których dorobek jest wątpliwy, kontrowersyjny albo obciążony sprzecznymi faktami z przeszłości.
Lista wyróżnionych tytułem honorowego obywatela miasta powinna zostać odchudzona do pięciu, góra sześciu nazwisk, aby przywrócić rangę i sens tego tytułu. Jeśli ma to być narzędzie edukacji i budowania dumy lokalnej, potrzebna jest refleksja, większa powaga i przede wszystkim sensowna hierarchia. Inaczej honorowe obywatelstwo zamiast nobilitować, kompromituje.
Podobne kontrowersje dotyczą Złotej Wieży Trybunalskiej – wyróżnienia przyznawanego przez Towarzystwo Przyjaciół Piotrkowa Trybunalskiego. Choć Renata Toma, tegoroczna laureatka, niewątpliwie zasługuje na wyróżnienie za swoją wieloletnią działalność na rzecz kultury i edukacji w Piotrkowie, to jednak sama kapituła budzi wątpliwości. Składają się na nią przedstawiciele budżetówki, co może rodzić pytania o obiektywność i niezależność decyzji. Wcześniej pisaliśmy o tym w artykule „Wieża Trybunalska i jej upadek”, gdzie zwróciliśmy uwagę na tendencję do przyznawania wyróżnień „swoim”, co może podważać sens samego wyróżnienia.
→ M. Baryła
29.09.2025
• grafika: barma / Gazeta Trybunalska

Dlatego w celu zachowania równowagi powinniśmy w kontrze do budżetówki, która wybiera się sama, przyznawać tytuł np. ,,buraka roku”
W celu zachowania równowagi to wilczy bilet do miasta dla kilku lokalnych klakierów…
Zgadzam się z Piotrkowiakiem z wyjątkiem tego, że nie może być nim obywatel miasta. Takie przypadki się zdarzają na świecie, np. w Polsce w Piotrkowie Trybunalskim :). Ci wybrani to są chyba trochę z przymusu. Inaczej wyróżnienie byłoby przyznawane raz na 30 lat.
Podobno jest zasada, że ulicę czy inny obiekt można nazwać czyimś imieniem bodajże 5 lat po śmierci tej osoby.
Nie przeszkadza to jednak polskim radnym bezradnym dobrze się bawić, że wspomnę tylko Lech Wałęsa Airport albo ul. Mariana Grabińskiego w Jarostach.
Do tego typu tytułów, nagród i odznaczeń wagi nie przywiązuje nikt poza samymi obdarowanymi. Nie oceniałbym tego tak surowo – dzięki temu większość leczy swoją nieudolność, kompleksy i prowincjonalizm. Jeśli nie odniosło się sukcesu w sporcie, szeroko pojętej sztuce, nauce, polityce, biznesie itp., to do rangi niesamowitych osiągnięć podnosi się działalność prowadzoną w związku z pracą zawodową lub własnego hobby. Do tego usłużne media zrobią odpowiednią otoczkę i tak pacykarza nazwą wybitnym artystą, grafomana genialnym poetą, miernego muzealnika naukowcem itd. Nie od dziś wiadomo, że piotrkowianie, którzy naprawdę rozsławiają Piotrków nie są tu promowani i mile widziani, a to dlatego, że myślą niezależnie i nie zależą od lokalnej koniunktury. Między nimi, honorowymi namaszczonymi przez lokalny układ jest istotna różnica: ci prawdziwie honorowi mają gdzieś poklepywanie po plecach, ci drudzy nie mogą bez tego żyć. Natomiast samo nadawanie honorowego obywatelstwa osobom, które obywatelami są jest niedorzeczne.
Sam jestem ciekaw, czym zasłużył się pan Rżanek, że został aż honorowym obywatelem Piotrkowa. Pomóżcie mnie biednemu, bo z tym problemem sobie nie radzę.