Już jutro, 2 października, rozpoczyna się wielkie święto polskiej muzyki – Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina, To wspaniałe wydarzenie promujące nie tylko muzykę naszego największego kompozytora, ale także samą Polskę.
Z muzyką Chopina spotkamy się już XIX raz, tak samo jak z rzeszą młodych pianistów marzących o sukcesie u progu kariery. Jednocześnie, będzie to święto melomanów spragnionych sztuki i wzruszeń, które dać mogą tylko prawdziwi artyści. Nie braknie przy tym światowego blichtru i udawania kogoś, kim się z pewnością nie jest. Kto choć raz widział ten gwar, ten szum, to zamieszanie wokół uczestników konkursu, ten wie, o czym mówię…
A ja do tego podchodzę nieco inaczej. Mnie się marzy, żeby konkurs chopinowski trwał tak długo jak się tylko da. Żeby znajomość wielu utworów była dla nas czymś naturalnym, żebyśmy – nie będąc żadnym muzykologiem – znali chociaż kilka wspaniałych utworów Chopina, żebyśmy potrafili rozpoznać parę taktów z jego najważniejszych kawałków, żeby takty te towarzyszyły nam nie tylko raz na pięć lat (z taką częstotliwością konkurs się odbywa), ale żebyśmy sami potrafili je zanucić od czasu do czasu. Albo, żeby przynajmniej chodziły po naszych głowach bez ustanku.
Tu niepotrzebny jest jakiś oficjalny konkurs. W dzisiejszych czasach mamy tyle możliwości słuchania wartościowej muzyki, że konieczność odbioru na żywo, nie jest tu jakimkolwiek warunkiem. Co więcej, możemy dowolnie porównywać wykonania z różnych, nieraz odległych lat i delektować się tym, co dla nas jest najpiękniejsze.
Pewnym odkryciem dla słuchaczy może być to, że niektóre interpretacje bywają nadęte, napuszone i puste w środku niczym wydmuszka. Że czar niektórych z nich szybko pryska i z czasem wydają się nam one mało wartościowe. Bardzo to widać zwłaszcza w przypadku młodych artystów, których niekiedy porywa „błyskotliwość” techniki lub siła gry. I wtedy walą w klawiaturę tak, jakby jeździł po niej ciężki czołg albo przelatywały po niej serie z najbardziej szybkostrzelnych karabinów maszynowych. Czułość, nastrój czy zaduma myli się zaś niektórym z rozlazłym jesiennym deszczykiem, który siąpi w wielu miejscach akurat dziś…
Melomanom życzę samych najpiękniejszych doznań związanych z obcowaniem z kompozycjami Fryderyka Chopina. Zwłaszcza, że ich wartość nie wynika tylko z tego, że ma swoje źródła w naszej Polsce. Zachęcam do wysłuchania kilku ważnych dla mnie utworów:
- Rondo à la Krakowiak op.14. (wykonanie Władysław Kędra, 1951);
- Wariacje B-dur na temat arii „La ci darem la mano” Mozarta (wykonanie Władysław Kędra, 1958);
- Sonata fortepianowa b-moll op. 35 (ta z marszem pogrzebowym, wykonanie Bogdan Czapiewski ok. 1984);
- Koncert fortepianowy nr 2 f-moll op. 21 (wykonanie Arthur Rubinstein)
Nagrania:
- Ad. 1) https://www.youtube.com/watch?v=6e1G6xkTSMI
- Ad. 2) https://www.youtube.com/watch?v=0HWUVIE323w
- Ad. 3) https://www.youtube.com/watch?v=Ws7mFBx7nfM
- Ad 4) https://www.youtube.com/watch?v=B3r4EgwLqMM&t=198s
→ Tomasz Miller
1.10.2025
• zdjęcie tytułowe: październik 1980 r., chorwacki piasnista Ivo Pogorelić podczas występu na X Konkursie Chopinowskim w Warszawie, foto: archiwum
• więcej tekstów autora: > tutaj
• więcej o Chopinie: > tutaj
Tomasz Miller – mieszkaniec Sulejowa, ur. w roku 1965. Pasjonat lokalnej historii oraz kultury. Promotor wydarzeń kulturalnych, wydawca serii „Biblioteka Sulejowska”, w której ukazało się już 15 pozycji. Jego ostatnia książka nosi tytuł „Legendy z dawnego Sulejowa”.

Głusi także słuchają Chopina…
Tak można napisać po dzisiejszym werdykcie komisji konkursowej. Czy jest się o co obrażać? Pewnie tak, ale nikt nas chyba nie zmusi, żebyśmy zakładali fancluby dla jakiego Chińczyka…
Dlaczego wokół Konkursu Chopinowskiego brak akcentów polskich? Chociażby flagi białoczerwonej.
Samo logo konkursu jest w kolorach czarno niebieskich (dobrze, że nie żółto niebieskich).
Właśnie kończy grać zjawiskowe Rondo à la Krakowiak op.14. jedna z chińskich pianistek. Czyżby to wina tego, że wykonanie odbywa się bez towarzyszenia orkiestry, ale wyszło troch miałko, trochę słodko i tak mgliście niewyraźnie…
Ja tam kocham wspaniałe polskie wykonania, nawet sprzed kilkudziesięciu lat! Władysław Kędra to jednak był ktoś!
No fajnie, fajnie. Szkoda, że u nas nawet Chopin musi mieć „zagraniczne” nazwisko. A będzie coś o Miejscu Spotkań Świeżych? Wszak GT dużo pisze o Kulturze i Sztuce.
Wystąp (tylko do kogo?) o zmianę polskiej historii. Może ktoś uwzględni twój wniosek?
Spróbuj, najwyższą polską instancją byłby tu Jaśnie Pan Prezydent – ładny, w miarę młody, patriotycznie nastawiony i do tego (ponoć) historyk.
Miejsce Spotkań Świeżych…
Co to jest takiego, żeby ludziom zawracać głowę? Co się kryje pod tą nieco dziwną nazwą? Sądząc po wywiadzie, który Pani Dyrektor udzieliła „przewodniej sile narodu”, pod tą intrygującą nazwą nie kryje się żadna ciekawa formuła. Ot, mamy (a raczej będziemy mieć) kolejną odsłonę walki o tych samych odbiorców, o których zabiega już tyle instytucji w mieście. Pani Dyrektor nie wymyśliła niczego nowego, co obejmowałoby jakąś istotną problematykę, z którą nie można się spotkać w Muzeum, ODA, w Mediatece, w Archiwum czy Szkole Muzycznej. Ot, zwyczajne mieszanie KONKURENCYJNYCH bytów. Takie przeciąganie przykrótkiej kołderki w kulturalnej ofercie miasta, podszyte zapewne myślą „ja to wam pokażę”…
Obawę może też budzić częstotliwość spotkań z publicznością. Może okazać się, że planowane raz na miesiąc imprezy, niczego ważnego w życie miasta i regionu nie wnoszą. Ot, odbędzie się co najwyżej kilka imprez „ku czci i chwale”, łączących w sobie zalety zajęć dla babć i starszych dziadków, które znamy z domów spokojnej starości, politycznych wieców chwalących pana i jego wierną drużynę, szkolnych akademii ku czci bohaterów (czasem prawdziwych, a czasem nieprawdziwych) oraz kilka przedstawień z jasełkami i jakaś droga krzyżowa. Co jeszcze nam zaproponują? Czytałem, że tam może być poczekalnia przed mordobiciem… A jakby zamontować jakieś żywe tarcze? Zainteresowanie tego rodzaju ofertą byłoby zapewne olbrzymie, a Piotrków miałby się czym chwalić przed innym miastami.