Polityka Ronalda Reagana wobec Związku Sowieckiego i polityka Donalda Trumpa wobec współczesnej Rosji bywają zestawiane ze względu na podobny antyestablishmentowy ton obu prezydentur.
W rzeczywistości to dwa zupełnie różne podejścia, wynikające zarówno z odmiennych realiów geopolitycznych, jak i odmiennych temperamentów politycznych oraz całkowicie różnych wizji roli Stanów Zjednoczonych w świecie.
Reagan obejmował urząd w momencie, gdy globalny układ sił wciąż kształtowany był przez logikę zimnej wojny. ZSRR pozostawał supermocarstwem, dysponującym potężnym arsenałem i siecią państw zależnych. Reakcyjna retoryka Reagana, dziś często przywoływana jako twarda i konfrontacyjna, miała także wymiar humanistyczny.
Prezydent, mimo ostrej krytyki Kremla, posługiwał się językiem obrony wolności i godności ludzi żyjących w systemie totalitarnym. Jego moralizm nie był dodatkiem do polityki, lecz jej fundamentem. Oskarżał Związek Sowiecki nie tylko o agresję i ekspansję, ale przede wszystkim o tłumienie podmiotowości człowieka. To podejście pozwalało mu jednocześnie prowadzić politykę bardzo twardą, zarówno militarnie, jak i ekonomicznie oraz propagandowo, a jednocześnie utrzymywać przekonanie, że stawką jest wyzwolenie społeczeństw uwięzionych w imperium. Z tego wynikała zarówno presja, jak i gotowość do rozmów, gdy pojawił się partner gotów do zmian. Twardość i humanizm nie wykluczały się, lecz wzajemnie wzmacniały.
Trump działa w innych realiach. Rosja nie jest już supermocarstwem, lecz graczem regionalnym stosującym agresję, dezinformację i politykę faktów dokonanych. W globalnym układzie to Chiny stają się głównym rywalem USA, a Moskwa funkcjonuje jako czynnik zakłócający. Mimo to polityka Trumpa wobec Rosji nie ma żadnej spójnej doktryny. Nie jest zakorzeniona w żadnej wizji świata ani w systemie wartości. Główne decyzje strategiczne realizuje administracja, natomiast prezydent wysyła sygnały często sprzeczne z ustaleniami własnych doradców. Nie kieruje się ani oceną moralną działań Kremla, ani długofalową analizą interesów. Patrzy na politykę zagraniczną jak na serię transakcji, w których liczy się przede wszystkim natychmiastowy zysk polityczny lub wizerunkowy. Prawa człowieka, wolność narodów, stabilność sojuszy, te kwestie nie mają dla niego większego znaczenia. W relacjach z Putinem dominuje założenie, że można się dogadać, jeśli odrzuci się wartości i ideologiczną ocenę przeciwnika.
To właśnie ten kontrast sprawia, że oba modele polityki, mimo pozornego podobieństwa stylistycznego, należą do różnych światów. Reagan, nawet gdy prowadził grę sił, czynił to w imię zasad. Jego polityka była moralną opowieścią o wolności i odpowiedzialności Zachodu.
Trump natomiast redukuje politykę zagraniczną do rachunku biznesowego i osobistych sympatii. W efekcie Reagan wzmacniał stanowisko Zachodu i współtworzy warunki dla osłabienia ZSRR, podczas gdy polityka Trumpa wobec Rosji pozostawia po sobie wrażenie niestabilności i braku kierunku. W tym porównaniu różnica humanistyczna staje się równie istotna, co różnica geopolityczna.
Ludzie, którzy pamiętają Ronalda Reagana i jego politykę zagraniczną, patrzą na działania Trumpa z rosnącym niesmakiem. Trudno im bowiem nie zauważyć, że zachowanie obecnego prezydenta nierzadko sprawia wrażenie emocjonalnej niestabilności i braku powściągliwości, cech absolutnie obcych kulturze przywództwa reprezentowanej przez Reagana. Ci, którzy pamiętają tamten styl prezydentury, nie wstydzą się mówić, że zwyczajnie za Reaganem tęsknią, bo w jego przypadku twardość była spleciona z odpowiedzialnością, a siła z opanowaniem.
→ I.R. Parchatkiewicz
23.11.2025
• collage: barma / Gazeta Trybunalska
• więcej tekstów autora: > tutaj
• więcej tekstów o Rosji: > tutaj


Poczytajcie o zbrodniach obecnego prezydenta USA. Sam oczywiście nie strzelał, ale trudno sobie wyobrazić, żeby morderstwa odbyły się bez jego wiedzy. Ważna rzecz, zwyczajnych bandytów też trzeba sądzić jak zwyczajnych ludzi. Niestety…
Niestety, nasze telewizje kłamią i przedstawiają tylko amerykański punkt widzenia.
https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/zabic-ich-wszystkich-kulisy-operacji-na-karaibach-wywoluja-burze-w-usa-kongres-grzmi/t290q48,79cfc278
Reagan, Biden, Trump. Myśliciele jak nic. Złote tuzy amerykańskiej „demokracji”, dbające o pokój na świecie, o harmonijną współpracę międzynarodową, o wolność słowa i o wolność jednostki oraz o temu podobne pierdoły. Ja bym do tej zgrai dorzuciłbym jeszcze pana Busha…
Tylko nie mogę zrozumieć czemu w zestawieniu z nimi towarzysz Breżniew wydaje mi się łebskim gościem. A kiedyś z tego starego dziadka każdy z nas darł sobie łachy…
Ale gdzie stawiasz Reagana na równi z tymi pozerami ? Chyba jedyny prezydent który nie spoufalał się z ruskimi- koffffbbojjjjeee powinni zostać rozliczenie chociażby za te darowizny dla ruskich w czasie wojny albo wspólne latanie w kosmos, które umożliwiło ruskim rozwój technologii rakietowych i wojskowych
Naprawdę?
Naprawdę, masz w sobie tyle nienawiści wobec Rosjan? A co ci zrobili? Zresztą, szkoda zdrowia. Być może nie da się tego wyleczyć…
A co z tow. Reaganem? Z czego wynikała jego zwierzęca nienawiść wobec Rosjan? Czy nie była to próba zrekompensowania całej serii amerykańskich klęsk w latach siedemdziesiątych, których namacalnym dowodem była przegrana w Wietnamie? Czyżby główną bolączką tow. Reagana nie była poprawa amerykańskich kompleksów, a nie żadne tam demokratyczne fiu bździu i mityczne prawa człowieka, w tym prawo do szeroko rozumianej wolności?
Chcesz budować pomnik tow. Reaganowi, to powiedz, z kim spotykał się w roku 1985 w Genewie, w roku 1986 w Reykjawiku, w roku 1987 w Waszyngtonie, a kogo odwiedził w roku 1988 w Moskwie? Czyż to nie był czasem moskiewski watażka Gorbaczow?
A jak oceniasz wywołanie wojny w Afganistanie (no tak, przyniosła przecież Rosjanom tyle szkód…) i późniejszy amerykański atak na ten kraj, który – notabene – zakończył się amerykańską klęską i bezprzykładną ucieczką amerykanów oraz ich akolitów? Czemu nikt w Polsce nie pamięta tej klęski, za to łzawy filmik o bohaterskich obrońcach tego kraiku pt. Rambo III nadal jest filmem kultowym?