Dziś wypada Dzień Majsterkowicza – święto ludzi, którzy zamiast wyrzucać, wolą naprawić; zamiast kupować – spróbować zrobić sami.
A jeśli w Polsce istnieje postać, która na to miano zasłużyła bardziej niż ktokolwiek inny, to bez wątpienia jest nią Adam Słodowy (1923-2019). Człowiek-legenda, wychowawca kilku pokoleń młodych konstruktorów, autor „Zrób to sam”, programu, który w czasach PRL-u był dla milionów dzieci i dorosłych oknem na świat domowego konstruowania i symbolem kreatywności w czasach permanentnych braków.
Słodowy uczył nie tylko, jak zrobić samochód z desek i rolek po papierze toaletowym czy miniaturową katapultę. On uczył pewnego sposobu myślenia – myślenia, w którym sprawne ręce idą w parze z pomysłową głową. W świecie, gdzie niczego nie było na półkach, majsterkowanie było nie tyle hobby, co koniecznością – sztuką przetrwania. Dziś półki uginają się od towarów, więc… jakoś przestaliśmy umieć.
Kiedyś człowiek rozkręcał radio, lutował przewody, wymieniał klocki hamulcowe w samochodzie i składał szafkę bez konieczności wzywania ekipy ratunkowej. Dziś – coraz częściej – nadmiar rzeczy zabił spryt, a powszechna dostępność gotowych produktów oduczyła nas umiejętności, które jeszcze 20–30 lat temu były naturalne.
Widać to wszędzie: mało kto naprawia drobny sprzęt, bo taniej kupić nowy, samochody stały się tak skomputeryzowane, że przeciętny kierowca boi się podnieść maskę, młode kobiety coraz rzadziej szyją, dziergają, robią na drutach, haftują – po co, skoro sieciówki co tydzień wypuszczają nową kolekcję za grosze, gotowanie i pieczenie? W wielu domach sprowadza się do zamawiania jedzenia, które przyjeżdża w 20 minut.
Szeroko rozumiana kultura techniczna zanika w narodzie. Zanikają elementarne odruchy praktyczne, które jeszcze kilkanaście lat temu były czymś tak oczywistym jak umiejętność czytania. Z tego powodu fachowcy z branży budowlanej, mechanicznej, elektrycznej czy stolarskiej stają się dziś dobrem deficytowym.
Tymczasem przygotowanie posiłku to także majsterkowanie – twórcze, wymagające wyczucia i cierpliwości. Podobnie jak szycie czy naprawa czegokolwiek. To praca rąk, która daje satysfakcję, że coś powstało dzięki nam.
Pamiętam jak kiedyś znajomy powiedział do mnie z powagą, że „popsuło mu się gniazdko w ścianie”. Zapytany, czemu sam nie naprawi – odparł z dumą, jakby wygłaszał credo współczesnego człowieka: – Ja jestem humanistą.
Słodowy przewróciłby się w grobie. Bo dla niego humanista czy matematyk – wszystko jedno. Liczyła się ciekawość, odwaga i gotowość, by spróbować. A przede wszystkim: wiara, że człowiek coś potrafi. Dziś tego brakuje najbardziej.
Może więc Dzień Majsterkowicza to dobry moment, by przypomnieć sobie Adama Słodowego i jego słynne „zrób to sam”. Może warto czasem coś naprawić zamiast wyrzucić, coś upiec zamiast zamówić, coś zszyć, zrobić, wymyślić. Nie po to, by zaoszczędzić – choć i to nie jest bez znaczenia, ale po to, by nie zgubić umiejętności, która kiedyś była naturalna: umiejętności radzenia sobie w życiu.
Adam Słodowy nauczył nas, że się da. Tylko trzeba chcieć wziąć śrubokręt do ręki.
→ (mb)
3.12.2025
• collage: barma / Gazeta Trybunalska
• bieżące felietony Baryły: > tutaj


Dla władzy najlepsze jest glupie społeczeństwo. Dlatego trwa inż. społeczna z wykorzystaniem wytycznych marksizmu kulturowego. Najważniejsze jest ogłupiać, dezinformować, oduczać twórczego i krytycznego myślenia, róbta-co-chceta, multikulti i LGBT, antykultura, promo brzydoty i debilizmy.
Stąd w TV nie zobaczysz NIC wartościowego – tylko idiot-show, kabarety, gadające muppety, taniec na trawie, reklamy, itp.
A jasełka? A szopki? A bajki o lwach modlących się na pustyni do pierwszego posiłku, który tego dnia będą spożywać, a przemiana wody w jakiegoś sikacza? To ciebie nie zdeformowało czasem???
Tak to prawda polki nic nie potrafią
Chyba tylko Ty Ewa nic nie potrafisz – mów za siebie.
Wykopki zawsze razem