W sobotę, 10 stycznia, o godz. 19:27 do redakcji „Gazety Trybunalskiej” wpłynął anonimowy e-mail zawierający prośbę o „nagłośnienie sprawy” dotyczącej rzekomego przywłaszczenia środków przeznaczonych na organizację balu studniówkowego w jednym z piotrkowskich liceów.
W odpowiedzi red. Baryła przekazał, że opisane okoliczności, o ile się potwierdzą, należą do właściwości organów ścigania.
„Gazeta Trybunalska” nie zdecydowała się na publikację ani na samodzielne nagłośnienie sprawy na obecnym etapie. Decyzja ta wynika z kilku istotnych przesłanek o charakterze zarówno prawnym, jak i redakcyjnym.
Po pierwsze, każdorazowe użycie sformułowania „nagłośnienie sprawy” rodzi zasadnicze pytanie o wiarygodność przekazywanych informacji oraz o rzeczywiste intencje autora zgłoszenia.
Po drugie, autor/autorka żąda pełnej anonimowości, jednocześnie oczekując publikacji opisu zdarzeń, który w realiach lokalnych łatwo pozwala na identyfikację konkretnej osoby. W praktyce oznaczałoby to przeniesienie całego ciężaru odpowiedzialności prawnej na redakcję, bez możliwości weryfikacji źródła, dokumentów ani intencji nadawcy.
Po trzecie, redakcja nie otrzymała żadnych materiałów potwierdzających opisany stan faktyczny: zawiadomienia o przestępstwie, sygnatury sprawy, potwierdzeń wpłat, korespondencji ani stanowiska drugiej strony. „Gazeta Trybunalska” nie publikuje zarzutów o charakterze kryminalnym wyłącznie na podstawie relacji jednej strony, nawet jeśli jest ona emocjonalnie zrozumiała.
Po czwarte, celem lokalnej prasy nie jest zastępowanie organów ścigania ani wywieranie presji medialnej w toku postępowania, lecz rzetelne informowanie opinii publicznej. W tego typu sprawach momentem uzasadniającym publikację są oficjalne decyzje prokuratury lub sądu, a nie etap czynności sprawdzających.
Jednocześnie redakcja podkreśla, że nie bagatelizuje problemu, ani nie kwestionuje realnych szkód, jakie mogły ponieść rodziny uczniów. Sprawy dotyczące nadużyć finansowych w środowisku szkolnym są istotne społecznie, jednak muszą być opisywane w sposób odpowiedzialny, oparty na faktach procesowych, a nie na anonimowych relacjach.
Jeżeli po zakończeniu postępowania przygotowawczego zapadną konkretne decyzje organów ścigania, a sprawa uzyska formalny, udokumentowany wymiar, „Gazeta Trybunalska” będzie mogła do niej wrócić – już nie w sferze podejrzeń, lecz ustaleń.
Na tym tle szczególnie rażąca jest praktyka wszystkich piotrkowskich gadzinówek, które bez czekania na jakiekolwiek ustalenia organów ścigania opatrują swoje materiały sensacyjnymi tytułami w rodzaju: „Studniówkowy skandal w Piotrkowie. Matka uczennicy ukradła ponad 13 tysięcy i uciekła?”, „Zbierała pieniądze na studniówkę i zniknęła. Matka uczennicy przywłaszczyła 14 tysięcy złotych?”, „Gdzie zniknęła kasa na studniówkę? Piotrkowska policja bada zgłoszenie dotyczące przywłaszczenia pieniędzy. Sprawdź szczegóły” czy „Zniknęły pieniądze na studniówkę. Rodzice maturzystów z Piotrkowa zawiadomili policję”. Tego rodzaju publikacje, oparte na domysłach i emocjach, a nie na ustaleniach procesowych, nie mają nic wspólnego z rzetelnym informowaniem opinii publicznej, za to doskonale wpisują się w logikę taniej sensacji i medialnego linczu.
→ K. Kozielski
12.01.2026
• foto ilustracyjne: Freepik
• więcej o interwencjach „GT”: > tutaj

Może redakcja zajmie się sumą 5 milionów złotych, które cudownie „wyparowały” z piotrkowskich wodociągów? To – tak, czy inaczej – dopiero byłby hicior. Bo jeśli nawet nikt nie chciał brać z kont spółki nawet złamanego grosza, to czemu oczekiwał od mieszkańców, żeby ci się składali na tą wykombinowaną kwotę? Jakie były przesłanki, żeby kombinować? To, kto kombinował powinno być już absolutnym hitem piotrkowskich domów, a nie tylko piotrkowskich portali.
Komuś ukradli rower? A może ten rower ukradli jego sąsiadowi? A może to bynajmniej nie był rower? Fakty są bez znaczenia. Najważniejsze jest to, że delikwentowi można przypisać związek z kradzieżą. Najwyżej się później sprostuje, drobnym druczkiem gdzieś na marginesie. Gdy już nikt nie będzie pamiętał o sprawie, ale rzucone błoto przylgnie do delikwenta. Bo nie chodzi o fakty – chodzi o interesy. Różne interesy, a czasem nawet WIELKIE interesy.
Doskonale to zauważyłeś. Interesy… Tylko czyje???
Niestety, chyba się nie dowiemy.