Justyna Sobolewska o roli recenzenta w obiegu literackim

W rozmowie zamieszczonej 4 stycznia 2026 r. na stronie „wyborcza.pl” Justyna Sobolewska, recenzentka i dziennikarka tygodnika „Polityka”, przedstawia spójną, wyważoną diagnozę kondycji współczesnej krytyki literackiej, wskazując zarówno na jej niezbędność, jak i narastające zagrożenia.

Sobolewska podkreśla, że krytyka jest formą sprawowania władzy: wystawianie ocen i formułowanie sądów obciąża recenzenta odpowiedzialnością za słowo. Każda opinia pozostaje subiektywna, nawet jeśli oparta jest na wiedzy i doświadczeniu. Na odbiór książki wpływa nie tylko jej jakość, lecz także moment lektury i osobista wrażliwość czytającego.

Jednocześnie rozmówczyni Wojciecha Szota broni prawa do krytyki negatywnej. Jej zdaniem krytyka, która rezygnuje z jednoznacznych ocen i sądów, traci sens istnienia. Zaznacza przy tym, że nie wszystkie publikacje zasługują na omówienie – wiele książek pozostaje nijakich i nie prowokuje do interpretacji ani polemiki.

Ważnym wątkiem rozmowy jest kwestia trwałości ocen. Sobolewska zwraca uwagę, że to przede wszystkim zachwyty podlegają najszybszej weryfikacji przez czas. Historia literatury pokazuje, jak niewiele tytułów przetrwa próbę lat, a dawne „genialne debiuty” często znikają z czytelniczej pamięci.

Dziennikarka wyraźnie dystansuje się od recenzji nastawionych na autoprezentację autora tekstu. Jej zdaniem krytyka, w której recenzent pisze głównie o sobie, a nie o książce, więcej mówi o jego ambicjach niż o literaturze. Szczególnie negatywnie ocenia zjawisko „karmienia algorytmów” wyrazistymi, kontrowersyjnymi sądami, które mają przyciągać uwagę, a nie pogłębiać lekturę.

Sobolewska wskazuje również na problem skrócenia dystansu między pisarzami a krytykami, pogłębiony przez media społecznościowe. Dziś, jak zauważa, wszyscy funkcjonują w jednym, ciasnym obiegu, co utrudnia spokojną, samotną lekturę tekstu, wolną od kontekstu towarzyskiego. Komfortu w tej sytuacji nie ma, ale,  jak podkreśla, nie ma też powrotu do dawnego modelu.

W tym kontekście J. Sobolewska akcentuje najważniejszą współczesną funkcję krytyki literackiej: rolę interpretującą i porządkującą. W świecie szybkiego, powierzchownego czytania to właśnie krytyka powinna oferować kontekst, tło i pogłębione rozumienie literatury i być narzędziem uważnej lektury, a nie jedynie werdyktem czy publicystyczną prowokacją.

Rozmowa w „wyborcza.pl” (> link) pokazuje Justynę Sobolewską jako rzeczniczkę krytyki odpowiedzialnej, świadomej własnych ograniczeń, a zarazem nieuchylającej się od ocen. Krytyki skupionej na tekście, nie na recenzencie.

→ M. Baryła

5.01.2026

• foto: Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska

• więc o literaturze: > tutaj

 

 

2 Replies to “Justyna Sobolewska o roli recenzenta w obiegu literackim

  1. Czy naprawdę istnieje jeszcze coś takiego jak krytyka literacka? Chyba bardziej zasadne byłoby mówienie o „katalogach wydawniczych”, w których wydawcy reklamują swoje bzdurki. Kryzys jest chyba znacznie głębszy i zdecydowana większość tzw. nowych dzieł zajmuje się tematami nieisotnymi, wręcz głupawymi. Ewentualnie promuje pornografię, ewentualnie seksochlizm, które są ponoć najważniejszym motorem naszego życia. Być może to jest prawda, że „Czubek kutosa bywa wskaźnikiem ludzkiego losa” (uważajcie, cytując starajcie się pamiętać, że to jest jedna z moich fraszek), ale faktem pozostaje to, że większość tych „dzieł” jest zupełnie o niczym. Podobnie jak i recenzje na temat tych drukowanych koszmarków.
    Sporo racji jest w tym, co napisał ex piotrkowiak.

  2. Chyba czarka się przelała, i zaczynamy widzieć zło. Pani Justyna dorastała w kręgu Mirona Białoszwskiego. Z pewnością była świadkiem i słuchaczem wielu dyskusji w ciemnych latach PRL-u. Ona, jej ojciec, babcia i pozostali intelektualiści, którzy tworzyli ten krąg poza oficjalnym z dala od salonów, na pewno warci są wysłuchania, choćby poprzez ich publikacje, bo wśród żywych już ich nie ma. To co mówi, to szczera prawda, pełna zgoda.
    Kilkanaście lat temu kiedy Gazeta Wyborcza uchodziła za autorytet, ukazał się z jej nadania kwartalnik ,,Książki, magazyn do czytania” . Po latach jest już dwumiesięcznikiem i z pisma informacyjno-krytycznego, stał się katalogiem reklamowym wydawców. Mam wszystkie numery i wiem co w nich jest obecnie. Wszystkie książki jakie się obecnie okazują, to bestselery, pod warunkiem, że wydawcę stać na zamówienie odpowiedniej recenzji. Zaledwie ułamek z nich doczeka się kolejnego wydania, a i to za sprawą przewidywanych zysków, nie wartości. Czytam dużo, ale nic z tych szeroko reklamowanych. Złamałem zasadę przy Tokarczuk i niepotrzebnie. Bo choć Pani Olga pisze ciekawie, a nawet ładnie, to o niczym. Pozostały mi biografie, bo ciemne wieki trzeba odsłonić. Z beletrystyki na szczęście mam klasykę i jakoś daje radę przetrwać. A Gazeta Wyborcza? Z miliona egzemplarzy zjechała do 3 tys. i ten rok winien być jej ostatnim. I nie za sprawą Internetu, bo wydanie cyfrowe też jest znikome, a za sprawą zwyczajnego zejścia na psy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *