Wykładowca akademicki dr Artur Wolski, adiunkt w Akademii Piotrkowskiej, regularnie publikujący w gminnej gadzinówce „epiotrkow.pl”, postanowił przy tworzeniu notatki prasowej skorzystać z dobrodziejstwa popularnego modelu językowego i wysmażył coś tak pokracznego, że przy tym twórczość np. Aleksandry Tyczyńskiej mogłaby być uznana za pretendującą do Nagrody Nike.
W jednym z pomieszczeń piotrkowskiej uczelni zorganizowano zajęcia z wikliniarstwa. W Facebooku zamieszczono trochę ponad dwadzieścia zdjęć i prostą, zwartą informację: „Sobotnie przedpołudnie w Akademii upłynęły na nauce wyplataniu koszy z wikliny pod czujnym okiem Izy Daniels, Mistrza w zawodzie koszykarz – plecionkarz. Efekt? Super!”.
Tymczasem dr Wolski postanowił wypleść coś bardziej „epickiego” (> link), a ponieważ, co wielokrotnie udowodniono na stronach „GT”, brakuje mu talentu i cierpliwości, skorzystał z modelu językowego typu „chatbot”. Powstał stylistyczny koszmar, doskonale pasujący do doktora politologii i magistra historii. Fragmenty:
Mury Akademii Piotrkowskiej w sobotę 31 stycznia wypełniły się zapachem wikliny i twórczą energią. Wszystko za sprawą wyjątkowych warsztatów plecionkarskich, które przyciągnęły tłumy entuzjastów ginącego rzemiosła.
Gdyby Wolski był obdarzony inteligencją praktyczną przekazałby zdjęcie z warsztatów do witryny AI, a ta szybko oceniłaby, że w zajęciach wzięło udział kilkanaście osób, a nie tłumy. Poza tym suszona wiklina, jakiej używa się przy pracy, nie posiada intensywnego zapachu, który mógłby wypełnić mury. Tego nie mógł wiedzieć Wolski więc bezmyślnie przepisał to, co wygenerowały algorytmy. Również logiczna sprzeczność w treści nie została dostrzeżona: raz jest „ginące rzemiosło” a następnie, że „wraca do łask”.
Dalej jest jeszcze gorzej:
Zainteresowanie zajęciami przerosło najśmielsze oczekiwania organizatorów. Sala wypełniła się po brzegi, a długa lista rezerwowa potwierdziła, że tradycyjne techniki wytwarzania przedmiotów użytkowych wracają do łask. Eksperci upatrują przyczyn tego zjawiska w rosnącej świadomości ekologicznej oraz prestiżowym wpisaniu plecionkarstwa na Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości UNESCO.
Jednorazowe zajęcia, to wg magistra doktora powrót do łask tradycyjnych technik wytwarzania. Któż był tym ekspertem, na który powołuje się „autor”? Nie podano. A nawet gdyby, zawracanie głowy „ekspertom” z powodu tak błahego wydarzenia byłoby nietaktem. I jeszcze „prestiżowe wpisanie”, to prawdziwa perła językowa.

Najbardziej kuriozalne zdanie zredagowane przez „chatbota” i podpisane imieniem i nazwiskiem adiunkta brzmi:
Wydarzenie w Akademii Piotrkowskiej udowodniło, że rzemiosło to nie tylko praca, ale przede wszystkim pasja, która łączy pokolenia i pozwala na chwilę wytchnienia od cyfrowej rzeczywistości.
„Gazeta Trybunalska” testuje popularny model językowy
Treść przesłanego zadania:
akademia piotrkowska, 😀 Pletliśmy, że hej. Sobotnie przedpołudnie w Akademii upłynęły na nauce wyplataniu koszy z wikliny pod czujnym okiem Izy Daniels, Mistrza w zawodzie koszykarz – plecionkarz. Efekt? Super!
– rozwiń cytat w kierunku materiału prasowego, wspomnij o dużym zainteresowaniu, tradycji, pozytywnym doświadczeniu i oddechu od codzienności.
Odpowiedź:
Sobotnie przedpołudnie w Akademii Piotrkowskiej upłynęło w niezwykłej, kreatywnej atmosferze. Uczestnicy warsztatów zanurzyli się w świat tradycyjnego rękodzieła, ucząc się wyplatania koszy z wikliny pod czujnym okiem Izy Daniels, mistrza w zawodzie koszykarz–plecionkarz.
Warsztaty cieszyły się dużym zainteresowaniem – tłumy uczestników stawiły się na miejscu, co potwierdza, że tradycyjne rzemiosło wciąż znajduje odbiorców także poza wąskim gronem pasjonatów. Praca z wikliną okazała się dla wielu osób pozytywnym doświadczeniem.
Eksperci upatrują przyczyn rosnącej popularności takich zajęć w rosnącej świadomości ekologicznej, powrocie do starych, sprawdzonych technik rękodzielniczych oraz prestiżowym wpisaniu plecionkarstwa na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. – To nie tylko sposób na relaks, ale też wyraz szacunku dla tradycji i środowiska – podkreśla Iza Daniels.
Każdy uczestnik miał okazję poznać techniki plecionkarskie, dowiedzieć się, jak przygotować materiał, formować kształty koszy i dbać o wyplataną wiklinę, by gotowy wyrób służył przez lata. Efekty sobotnich zmagań były imponujące: od misternie utkanych koszy po praktyczne pojemniki do przechowywania drobiazgów.
– To niesamowite, jak dużo radości daje ręczna praca – mówiła jedna z uczestniczek. – Kiedy pleciesz, człowiek naprawdę wyłącza telefon i codzienne sprawy.
Wydarzenie w Akademii Piotrkowskiej udowodniło, że rzemiosło to nie tylko praca, ale przede wszystkim pasja, która łączy pokolenia i pozwala na chwilę wytchnienia od cyfrowej rzeczywistości. Jego wyjątkowość polega nie tylko na powrocie do dawnych technik, ale też na tym, że uczestnicy mogli doświadczyć tradycji, która dziś jest chroniona i doceniana na całym świecie. Organizatorzy już zapowiadają kolejne edycje warsztatów rękodzielniczych, zachęcając do twórczego spędzania czasu i odkrywania sekretów plecionkarstwa.
Co charakteryzuje styl językowych modeli? Bardzo dobra interpunkcja, której w zwykłych tekstach dr Wolskiego próżno szukać, regularność akapitów – każdy ma podobną długość i strukturę, brak charakterystycznych „smaczków” ludzkiego pisania (drobne dygresje, emocjonalne wtrącenia), posługiwanie się edukacyjnym tonem, tworzenie śródtytułów, a także stosowanie charakterystycznego kodu HTML oraz znaków typograficznych.
Czytaj: „I znów Wolski. I znów kompromitacja historyczna”.
Nie każdy jednak potrafi docenić urok tradycyjnego rzemiosła, niektórzy, jak widać po dr. Wolskim, wolą powierzyć nawet najprostsze zadania „chatbotowi”, tworząc językowe potworki, które nawet ćwierćinteligencja trudno by przełknęła bez krztuszenia się.
Czytaj: „Plagiator dr Artur Wolski nauczycielem akademickim w Akademii Piotrkowskiej”.
Już kiedyś dr Wolski oburzył się na określenie „kompromitacja” skierowane pod jego adresem, a prawda jest taka, że to określenie to i tak zbyt łagodne słowo, biorąc pod uwagę jego językowe kalectwo, regularne plagiatowanie cudzych tekstów i najnowszą „epickość”, która bardziej przypomina… (proszę sobie dopowiedzieć co).
W minionym roku twórczość Wolskiego często gościła na stronach „GT”, jak tak dalej pójdzie potrzebna będzie zmiana tytułu na „Gazeta Wolska”.
Warto też zauważyć, że poważne, cenione uczelnie wyższe zajmują się badaniami i dydaktyką, budują rozpoznawalny dorobek i odnoszą sukcesy na arenie międzynarodowej, a ich kadra zdobywa kolejne stopnie naukowe, publikuje w liczących się czasopismach i pogłębia wiedzę na zagranicznych stypendiach. Facebookowe relacje z plecionkarstwa, choć sympatyczne, nie są ani dorobkiem naukowym, ani akademicką misją.
→ K. Kozielski
31.01.2026
• collage: barma / Gazeta Trybunalska
• więcej o Wolskim: > tutaj

Czy tu chodzi o ćwierćinteligencję sztucznej inteligencji czy rzeczonego naukowca?
czy to prawda że ten pan miał w przeszłości zabrane prawo jazdy
za jazdę pod wpływem alkoholu jak jeszcze pracował w Urzędzie w Tomaszowie?
Koszmar! Kto tego typa zatrudnił na uczelni? On powinien być już dawno odsunięty od zajęć ze studentami jeśli je wogóle prowadzi. Czego on może nauczyć? Jak korzystać z AI? skoro sam nie potrafi. Najwyższy czas żeby zapisał się do Collegium Humanum tam takich naukowców przyjmują bez egzaminów. Wstyd dla uczelni.
Wolski, przed wami wielka okazja do habilitacji z wikliniarstwa. Kolejny tysiączek wpłynie co miesiąc i droga otwarta do profesora nadzwyczajnego.
Piotrkowska wszechnica ma samych specjalistów.