Podczas ostatnich posiedzeń Rady Miasta Piotrkowa Trybunalskiego pojawiły się dwie inicjatywy zgłoszone przez radne. Obie dotykają realnych problemów mieszkańców, są na tyle interesując, że warto przyjrzeć się bliżej tym pomysłom.
Na wstępie rodzi się pytanie: czy władze miasta rzeczywiście chcą rozwiązywać problemy systemowo, czy traktują je jako fanaberie i – jak dotąd – skupiają się wyłącznie na administracji, bez jakiejkolwiek inicjatywy prorozwojowej. Ale po kolei.
Tańsze paliwo w Piotrkowie
Radna Koalicji Obywatelskiej Marlena Wężyk-Głowacka zwróciła uwagę na różnice w cenach paliw. W Piotrkowie są one wyraźnie wyższe niż w Łodzi czy Tomaszowie Mazowieckim. W odpowiedzi zaproponowała rozbudowę stacji paliw należącej do Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego tak, aby umożliwić sprzedaż paliwa mieszkańcom po konkurencyjnych cenach.
Prezes komunalnej spółki obecny na sali posiedzeń argumentował, że obniżenie cen mogłoby uczynić sprzedaż nierentowną, choć jednocześnie zadeklarował, że sprawa wymaga namysłu. I tu pojawia się zasadniczy problem. To nie jest kwestia technologiczna ani logistyczna. To jest kwestia polityczna.
Miasto nie musi tworzyć quasi-publicznej stacji paliw, by wpłynąć na lokalny rynek. W Piotrkowie regularnie pojawiają się politycy rządzącej partii, w tym poseł Adrian Witczak, chętnie uczestniczący w wydarzeniach lokalnych i prezentujący się w roli „dobrego wujka”. Skoro PKN Orlen jest spółką Skarbu Państwa, to wystarczyłaby decyzja na poziomie centrali, aby ceny na dwóch piotrkowskich stacjach Orlenu zostały obniżone. Taki ruch wymusiłby reakcję pozostałych operatorów.
Jeśli poseł Witczak, co jest wysoce prawdopodobne, nie podejmie tematu, bo interesuje go przede wszystkim własna kariera, obecność w mediach i udział w lokalnych wydarzeniach, to wówczas do działania powinny zostać zmuszone władze okręgowe Koalicji Obywatelskiej. Radna Wężyk-Głowacka zna te środowiska, dlatego tym bardziej dziwi, że dotychczas nie podjęła takiej próby.
Niedawno w Piotrkowie gościł premier Donald Tusk. Wystarczyłoby zgłosić problem bezpośrednio, wskazać go konkretnie i jest to w pełni realne, że prezes Rady Ministrów mógłby rozwiązać sprawę jednym telefonem, już w drodze powrotnej do Warszawy.
W tej sytuacji pozostaje pytanie, gdzie była radna w momencie wizyty premiera i dlaczego nie wykorzystano tej okazji. Wydaje się, że mamy do czynienia z dwoma różnymi zjawiskami: z jednej strony realnym załatwianiem problemów, z drugiej – budowaniem wrażenia aktywności, które ma przynieść poklask i uznanie opinii publicznej. To są dwie różne rzeczy i warto je wyraźnie oddzielić.
Izba wytrzeźwień: emocje kontra rachunek ekonomiczny
Druga inicjatywa wyszła od radnej Agnieszki Chojnackiej, znanej z konsekwencji i odwagi w podejmowaniu trudnych tematów. Zgłosiła ona postulat utworzenia w Piotrkowie izby wytrzeźwień. Argumentem są zdarzenia na SOR-ze, gdzie nietrzeźwe osoby trafiają pod opiekę personelu medycznego, generując konflikty, agresję słowną i realne zagrożenia dla pracy szpitala.
Problem jest rzeczywisty, ale rozwiązanie nie jest oczywiste. Wiele samorządów w Polsce zrezygnowało z izb wytrzeźwień z jednego powodu: kosztów stałych. Nawet jeśli uda się pozyskać środki zewnętrzne na uruchomienie placówki, to jej utrzymanie spada na budżet miasta. Personel, ochrona, opieka medyczna, infrastruktura – to są wydatki liczone w milionach złotych rocznie.

Oczywiście, osoby trafiające do izby powinny ponosić koszty pobytu. Tyle że w praktyce często są to osoby bez środków, niewypłacalne, a należności pozostają na papierze. W efekcie płaci miasto.
Dlatego zanim rada miasta zacznie debatę o lokalizacji izby wytrzeźwień, powinna odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań: ile osób nietrzeźwych trafia rocznie na piotrkowski SOR, ile interwencji dotyczy agresji i zakłócania porządku, jakie są realne koszty alternatywnych rozwiązań.
„Gazeta Trybunalska” deklaruje, że jeszcze dziś wystąpi do piotrkowskiego szpitala z zapytaniem o skalę problemu osób nietrzeźwych trafiających na SOR, aby ustalić, czy mamy do czynienia ze zjawiskiem systemowym, czy marginalnym.
Być może tańsze i skuteczniejsze byłoby wzmocnienie ochrony SOR-u w godzinach nocnych, zatrudnienie wyspecjalizowanej firmy ochroniarskiej albo stała obecność straży miejskiej lub policji. Bez danych i statystyk każda decyzja będzie jedynie reakcją na emocje, a nie racjonalną polityką miejską. Inicjatywa należy przede wszystkim do Szpitala Wojewódzkiego i organu zarządzającego.
Rada miasta to nie skrzynka na pomysły
Obie sprawy pokazują jeszcze jeden problem: sposób funkcjonowania rady miasta. Składanie wniosków i interpelacji nie jest celem samym w sobie. Przykład radnego Jana Dziemdziory (byłego funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej), który przoduje w liczbie zapytań kierowanych do zarządu i podległych miastu jednostek, jest najbardziej wymowny.
Niemal wszystkie sprawy poruszane przez radnego można załatwić przy pomocy telefonu lub prostego pisma e-mail. Tymczasem Dziemdziora woli angażować zespół urzędników i zamieniać organ samorządowy w biuro podawcze.
Podobnych przykładów „inicjatywy” jest więcej. Dlaczego przewodniczący rady Mariusz Staszek nie dostrzega tego problemu i nie wskazuje „aktywnym” radnym prostych, proceduralnych rozwiązań? To jeden z elementów, które sprawiają, że posiedzenia RM częściej przypominają targowisko niż miejsce, gdzie dyskutuje się o sprawach ważnych i potrzebnych.
Rada powinna zajmować się decyzjami strategicznymi, opartymi na analizach, kosztach i skutkach. Zarówno kwestia cen paliw, jak i problem nietrzeźwych na SOR-ze tego właśnie wymagają. Nie kolejnych deklaracji, lecz konkretów.
→ M. Baryła
26.01.2026
• foto / źródło: piotrkow.pl
• czytaj także: „Chojny Marian cz. II Medale g…. warte!”

A co do Dziemdziory to ten typ już dawno powinien zniknąć z miejskiej przestrzeni, bo ją szpeci.
A w dodatku to kiepski interlokutor- niech poda statystyki skuteczności swoich działań, bo w kółko pisał te same interpelacje i nie za wiele z tego wynikało- przyszła nowa władza i zrobiła od ręki szereg rzeczy
Bardzo dobrze napisany artykuł. Pełna zgoda co do Marleny. Nawet najgłupszy pomysł można wrzucić na radę czy komisję i co z tego? Nic.