Piotrków. Jeszcze o radnych. Bezradnych

W pierwszych latach istnienia „Gazety Trybunalskiej” przedstawiciele redakcji regularnie bywali na sesjach Rady Miasta Piotrkowa. Był to czas, kiedy można było mówić o realnym zainteresowaniu radnych debatą i współpracą z mediami.

Z portalem związał się wtedy Henryk Alama, zasłużony społecznik, który swoimi rzetelnymi sprawozdaniami uzupełniał redakcyjne materiały. Dzięki niemu czytelnicy mieli dostęp do relacji z obrad, które nie były tylko suchym protokołem, lecz zapisem tego, co naprawdę działo się w sali.

„GT” jako jedyny portal piotrkowski zaczęła organizować tematyczne spotkania z radnymi opozycji. To była inicjatywa warta odnotowania, bo w samorządzie, w którym większość działa jak monolit, próba wyjścia poza schemat była aktem odwagi.

Wkrótce jednak zapadła decyzja o zaprzestaniu udzielania wsparcia medialnego i uczestniczenia w sesjach. Stało się to po tym, gdy okazało się, że w kilkuosobowym klubie PiS jest niemal tyle samo frakcji, ilu członków. Brak dyscypliny, lojalności organizacyjnej i zwykłej ludzkiej przyzwoitości okazał się być nie do zaakceptowania.

Dwuznaczna, kunktatorska postawa radnych Olejnik i Lorka, skandal z udziałem Dajcza i brak wyraźnej reakcji okręgowych władz PiS doprowadziły do rezygnacji z obserwacji i komentowania pracy radnych.

Już wtedy widać było niepokojące zjawisko: za słowami i deklaracjami zarówno PiS, jak i tych, którzy byli w kontrze do sitwy Chojniaka, nie szły konkretne działania. Można było odnieść wrażenie, że ciasna sala w urzędzie miasta, z nielogicznym i niewygodnym układem miejsc, gdzie radni siedzą tyłem do siebie, przypomina scenę teatrzyku dla ubogich.. Z góry ustalony podział ról: źli, dobrzy, neutralni, wazeliniarze i konformiści.

Kiedy wprowadzono transmisję sesji, obecność przedstawicieli „GT” przestała mieć sens, bo –  jak często podkreślamy – nasza redakcja zajmuje się głównie analizą dokumentów i innych materiałów, a nie miejską reporterką. Transmisję, w porównaniu z innymi samorządami, wprowadzono późno. Główną przyczyną był opór ze strony radnych tworzących koalicję rządzącą. Mocno wrył się w pamięć obraz Elżbiety Jarszak z urzędniczej „telewizji”, która usiłowała przekonać zebranych, że koszty organizacyjne i techniczne wprowadzenia transmisji i archiwizowania materiałów będą znacznym obciążeniem dla budżetu. Jak potoczyły się losy Jarszak, można przeczytać: > tutaj.

Powołanie w 2024 r. nowej rady miasta dało nadzieję na zmiany w mieście, także te wizerunkowe. Ale jak to bywa z nadzieją, bardzo szybko okazało się, że była ona płonna. Nowe władze samorządowe bardzo szybko odkryły swoje prawdziwe oblicze: wizja młodości i fachowości uległa degradacji, gdy okazało się, że to nie menedżerowie z wizją i charyzmą, lecz niedojrzali i nieodpowiedzialni ludzie, którzy dopiero zaczęli uczyć się samorządności. I nie jest to ocena, lecz cytat pochodzący z ust ścisłego kierownictwa urzędu miasta.

W tej kadencji już nikt niczego nie musiał udawać. Od pierwszych sesji wiadomo było, jakie kto ma intencje, priorytety i stosunek do innych. Rada stała się miejscem, gdzie wizerunek i retoryka przestały mieć znaczenie. Zamiast merytorycznej dyskusji mieliśmy powtarzane w kółko te same schematy: oskarżenia, docinki, wzajemne obrażanie się i podgryzanie. I co najgorsze: w wielu momentach wkraczano nie tylko poza granice dobrego smaku, ale również poza granice prawa.

W normalnym systemie politycznym, jeśli ktoś w imię emocji, ambicji czy politycznej kalkulacji przekracza granicę prawa, natychmiast następuje reakcja. Tu nie. Tu jest akceptacja. Tolerancja. A czasem nawet aprobaty, bo przecież „tak trzeba walczyć”. Tylko że walka to nie jest synonim bezprawia.

Sesje rady miasta są rejestrowane. Materiał dowodowy jest dostępny. Jeśli ktoś czuje się znieważony, poniżony, publicznie oczerniony lub oskarżony bez podstaw, ma narzędzia, żeby to udokumentować i zareagować. Można złożyć zawiadomienie do policji. Można wnieść prywatny akt oskarżenia. Można wytoczyć proces cywilny. Można wreszcie pokazać, że mandat radnego nie jest tarczą, za którą można ukrywać brak kultury, brak odpowiedzialności i brak elementarnej przyzwoitości. A wszystko to po to, aby oczyścić pole do pracy.

Ale tu pojawia się pytanie, które powinni sobie zadać sami radni: czy naprawdę chcecie coś z tym zrobić? Czy radni, którzy skarżą się, że są atakowani, chcą reagować na poziomie prawnym i merytorycznym, czy im to po prostu pasuje? Bo może sądzą, że w ten sposób zdobywają popularność, bo mediach społecznościowych zyskają kilka lajków i komentarzy. Że temat poboczny przykryje brak realnych działań. Że mogą marnować czas i energię, zamiast zajmować się funkcjonowaniem miasta.

Bo jeśli traktujemy poważnie funkcję radnego, jako osobę pełniącą mandat publiczny, to reakcja po kilku sesjach pełnych przepychanek nie powinna ograniczać się do kolejnych postów i medialnych lamentów. Powinna prowadzić do konkretnych kroków: wyjaśnień, wniosków, zawiadomień, działań dyscyplinujących, a jeśli trzeba, do odpowiedzialności prawnej.

A jeśli nie ma odwagi na to, by postawić sprawę jasno, to pozostaje tylko jedno: taplanie się w błocie samorządowych przepychanek.

Redakcja „Gazety Trybunalskiej” ma pełną świadomość, że osoby, które otrzymują mandat radnego, niekoniecznie muszą być biegłe w przepisach prawa. Nie każdy musi znać granicę między ostrą debatą a naruszeniem prawa. I to nie jest zarzut – to po prostu fakt.

Dlatego w takich sytuacjach chętnie służy pomocą. Nasza współpraca z zespołem ekspertów od prawa karnego i cywilnego jest gwarantem rzetelności takiej pomocy. Wystarczy się do nas zgłosić.

Bo prawdziwa odpowiedzialność samorządowa to nie „zabawa w samorząd”. To nie wizerunek. To nie „podbicie popularności” i przerzucanie się oskarżeniami. To umiejętność rozwiązywania problemów, kreowania rzeczywistości. To praca. I to jest prawdziwy test dla każdego radnego.

→ M. Baryła

26.01.2026

• foto / źródło: piotrkow.pl

• więcej o radzie miasta: > tutaj

 

 

One Reply to “Piotrków. Jeszcze o radnych. Bezradnych”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *