Pamiętam aferę podczas pierwszej piotrkowskiej zbiórki, która przebiegała według porażających zasad. Mniejsza o większość, stanęło na tym, że jeden z organizatorów ukradł część pieniędzy ze zbiórki, został aresztowany i skazany przez sąd.
Do dziś pamiętam policyjne przesłuchania i matkę łobuza, która przychodziła z płaczem i prosiła o pomoc. Niestety, nie było żadnych podstaw do takiej pomocy, a sam ze swoimi pracownikami dość szczęśliwie uniknąłem odpowiedzialności karnej. Ale urazy do tej imprezy mam także z innych powodów.
Tak, czy inaczej, z działalnością Owsiaka jest jak z religijnością większości Polaków: raz do roku medialna imprezka z wielkim przytupem, a później hulaj dusza, piekła nie ma. Od ponad trzydziestu lat zastanawiam się, jak można uważać się za przyzwoitego człowieka, skoro przyzwoitości starcza nam tylko na ten jeden, jedyny dzień. A w pozostałym czasie kierujemy się osobistymi interesami, zwykłą pazernością albo – przynajmniej – pospolitym tumiwisizmem. A jak byśmy mogli, to drugiego człowieka utopilibyśmy w łyżce wody.
Przez ponad trzydzieści lat kombinuję, czemu większość artystów w tym dniu bierze za swoje występy normalną kasę, a tylko głupiutkie dzieciary żebrzą w imieniu organizatorów za darmo. Zastanawia mnie też, dlaczego wszystkie koszty związane z tymi imprezami są naszymi kosztami albo kosztami instytucji wspierających „dzieło” Owsiaka.
Od lat próbuję dociec co ofiarują straż, wojsko czy policja waląc kasę w Owsiakowe imprezy. Przecież kasiory przeznaczanej na zakup paliwa zmarnowanego przez wozy bojowe oraz czołgi i samoloty uczestniczące w fundacyjnych zabawach z pewnością wystarczyłoby na opłacenie niejednej kosztownej terapii.
Krótko mówiąc, co decyduje, że łatwiej nam dzielić się z potrzebującymi naszych zasobów (nie tyko pieniężnych) w trakcie orkiestrowych zabaw, niż w jakikolwiek inny dzień. Od lat zastanawiam się, czemu głupiejemy przy pląsach orkiestry, a nasze serca pozostają twarde w przypadku tysięcy innych zbiórek. No i czemu sami nie pomagamy innym bezpośrednio, zwłaszcza kiedy bez żadnego trudu widzimy, że niektórzy takiej pomocy naprawdę potrzebują.
Pytania, same pytania. Ale jest jeszcze jeden problem wiążący się z inicjatywą Owsiaka. Okazuje się, że zbierana przez te wszystkie lata góra forsy i tak nie jest w stanie zaspokoić „potrzeb” doktorków opiekujących się naszym zdrowiem i zdrowiem naszych bliskich. Jak pokazuje miniony czas – przez te ponad trzydzieści lat – pazerność doktorków tylko przybierała na sile. Koszty opieki zdrowotnej rosną lawinowo i nie jest to wyłączną winą stosowania nowszych i coraz to droższych technologii. Można nawet powiedzieć, że każdy miliard wrzucony do zdrowotnego kotła szybciutko wyparuje. Po co szukać daleko? Kto pamięta czym się skończyły akcje oddłużania polskiej służby zdrowia i jak wyglądają obecne finanse medycznego sektora? Przypomnijcie sobie tylko los piotrkowskiego szpitala przy ulicy Roosevelta… A jak tam z wizytami u tzw. specjalistów?
Mimo upływu już kilkudziesięciu lat nie mogę też zapomnieć przypadku pewnego piotrkowskiego anestezjologa, który wykorzystywał pielęgniarki do walki o pieniążki dla doktorów, a kiedy poszedł na swoje, zatrudnił te pielęgniarki na najniższych z możliwych do zastosowania stawek… Co o tym sądzić?
Z Owsiakiem wiąże się jeszcze jedna, trudna do zaakceptowania historia. Zawołanie „Róbta co chceta” dość szybko uzyskało rozwinięcie, które skutecznie rozbija całe nasze życie społeczne. „Róbta co chceta, tylko wrzućta zeta” stało się powszechnie stosowaną zasadą, która niszczy życie społeczne. Co śmieszne, idea ta zyskała też nowy wymiar wśród zagorzałych przeciwników Owsiaka, i chwilami przyjmuje wręcz groteskowy charakter. Każdy domyśla się, o co chodzi, a opowiadanie o tym zajęłoby długachne godziny. Prawda?
Korzystając z okazji jeszcze raz chciałbym podziękować wszystkim, którzy pomogli mi w ostatnim, trudnym dla mnie czasie. Tych ludzi było i jest ciągle wielu. Okazuje się, że można być ludzkim bez szopek i pląsów, bez podskakiwania, bez żadnych wygłupów. Naprawdę, gorąco wszystkim Wam dziękuję.
A wszystkich proszę o jedno; nie zamykajcie swoich serc w pozostałym okresie. Niech szlachetna i cicha moc na stałe będzie z Wami.
→ Tomasz Miller
15.01.2026
• collage: barma / Gazeta Trybunalska
• więcej tekstów autora: > tutaj

Zauważyliście Państwo przynamniej dwa teksty, które pojawiły się w konkurencyjnej grupie medialnej opisujące złodziejstwo w trakcie finału Orkiestry Wielkiej Świątecznej Pomocy w roku 1994?
Wspominałem o tym zadziwiającym wydarzeniu nie sugerując niczyjej specjalnej odpowiedzialności. Jako pracownik pewnej instytucji nie mogłem sobie pozwolić na ponoszenie odpowiedzialności za majątek, który ktoś po prostu nam podrzucił. Nie dostaliśmy też żadnego pisma czy wniosku określającego zasady naszej ewentualnej współpracy. A u nas była zasada, że po każdym skończonym dniu wszyscy pracownicy musieli rozliczyć się do ostatniego grosika. Kontakt z tymi, co przynieśli dwie skarbonki był praktycznie żaden, a nieuchronnie zbliżał się termin zakończenia zbiórki. Z dyrekcją ustaliliśmy zasady protokolarnego zwrotu puszek, ale nic z tego nie wyszło, bo na koniec dnia strażnicy przekazali mi, że ktoś sobie przyszedł i obie, duże zresztą puszki, sobie wziął bez jednego choćby słowa. Nie pozostało nic innego, jak tylko sporządzić oficjalną notatkę i zawiadomić policję. Niestety, tak z tą Orkiestrą było.
Dzisiaj, po upływie ponad trzydziestu lat pamiętam to całe zamieszanie, a głęboko sięgając do swoich notatek, mógłbym podać i konkretne nazwiska. Nie chodziło mi jednak o piętnowanie konkretnych sprawców, lecz o opisanie „radosnej” atmosfery, która tamtej zbiórce towarzyszyła. Jak mówię, nie zamierzam nikogo wskazywać, przypominam jedynie suche fakty.
Cieszą mnie te materiały na konkurencyjnych portalach i stacjach, chociażby z tego powodu, że prawdą jest, iż pamięć mam dobrą… I że niejedną „fajną” rzecz jestem w stanie sobie przypomnieć.
Owsiak, a sprawa Polska! Impreza była od zawsze polityczno celebrycka i jako taka może sobie być, ale bez udziału tego co publiczne, budżetowe, samorządowe. Nie jest dobrze, kiedy w udawany sposób odbywa się lans i kampania wyborcza, pod pretekstem godziwego celu. To co było początkowo robione z czystości serca stało się ideologia przymusu. Odciąć, to co publiczne i niech sobie grają.
Czy można poprawić NFZ? Można. Wystarczy jak biurokraci przestaną mówić lekarzom jak mają leczyć, a lekarze podejmą decyzję, czy wolą mieć prywatny gabinecik z 8 godzinym dniem (nie jak teraz 1 godzina, bo od tego jest podatek) czy pracę na etacie w NFZ. Rzecz wprowadzić w wydłużonym czasie, by nie spowodować perturbacji. Prawie każdy miał przypadek, że lekarz w prywatnym gabinecie za pieniądze kieruje chorego do publicznego szpitala na leczenie w NFZ z ominięciem kolejki i tam go wita, a po wyjściu kontynuuje poradę w gabinecie prywatnym. Działa to w różnych konfiguracjach i jest p a t o l o g i ą!
I proszę się nie oburzać! Lekarzy z rzadką specjalnością nie należny trzymać na milionowym etacie. Można zlecać w przypadku wystąpienia takiej potrzeby. I tego życzę w Nowym Roku.
Mądrze mówisz…
Wykorzystywanie małych, naiwnych dzieci przez fundację Owsiaka jest obrzydliwe. I ne ma na to żadnego usprawiedliwienia.
Obrzydliwością to jest wyzywanie tych dzieci, proponowanie co ladniejszym zbieraczkom seksu w zamian za znaczną kwotę do puszki czy nawet opluwanie. I sorry, nie popierasz to nie dawaj kasy ale nie przeszkadzaj innym robić tego co chcą.