Maria Kubiak o klimakterium na wesoło i bez wstydu

O, matuchno kochana! O tym, że czas nieubłaganie pędzi do przodu doświadczamy tego na co dzień, ale żeby aż tak szybko? Ja się na to nie pisałam i nie godzę. Na tym mogłabym poprzestać, ale nie byłabym sobą, gdybym czegoś extra nie dodała.

Ktoś, kto mnie zna, wie co mówię, tym razem słowem pisanym. I drodzy czytelnicy nie jestem lekarzem, więc tę notatkę proponuję potraktować z przymrużeniem oka. Zdecydowanie pomijam w niej aspekty medyczne.

Jeszcze wczoraj miałam dwadzieścia kilka lat i życie stało przede mną otworem, a teraz mam KLIMAKTERIUM. Raaaatunku!

Po PIERWSZE wahania nastroju. Nie, to nie ja jestem winna, to chłop domowy wraz z moim własnym klimakterium. Wtedy lepiej zejść mi z drogi. Nie podchodzić, nie rozmawiać, zachować odległość i daleko idącą ostrożność, bo nigdy nie wiadomo jak to draństwo się rozwinie i jaki będzie jego zasięg. A bywa szeroki.

Po drugie WAGA. Od jakiegoś czasu stała się moim wrogiem nr 1 i została zesłana na banicję. Dlaczego? Bo przez całe moje dorosłe życie wskazywała piękne 58 kg, a teraz 75. No mówię wam zwariować można. Myślałam, że uległa amortyzacji, więc zaczęłam nękać miłość życia mego, żeby ważył się razem ze mną. Niestety u niego jakoś nie odnotowałam przyrostu masy. Żeby nie było, nie odcięłam go od jedzenia, siebie – niestety – również nie.

Po trzecie ZASYPIANIE. Nie należę do ludzi leniwych. Jestem raczej osobą zorganizowaną, więc znajduję czas zarówno na pracę i odpoczynek. Nigdy nie miałam problemu ze snem. Teraz? Proces zasypiania trwa co najmniej 1,5 – 2 godziny. I tutaj, w przejściu na drugą stronę świadomości, pomocne okazały się być audiobooki. Gorzej, jak przerywane są reklamami, bo one są jakieś takie głośniejsze i wtedy Morfeusz mnie opuszcza, a proces zasypiania startuje od początku. Sukces. Zasypiam. A później jest godzina 2, 3, 4 i mogę wstawać, ale po co. Nie pracuję w systemie trzyzmianowym. A kiedy budzik dzwoni o 6:41, to ja się na to nie godzę, ja chcę SPAĆ.

Po CZWARTE bóle głowy. Utrudniają codzienną egzystencję. Biorą się nie wiadomo skąd i męczą, męczą, męczą oraz nabijają kasę koncernom farmaceutycznym. Wiem, za klimakterium stoją producenci leków.

Po PIĄTE. Panie Boże jak mi jest gorąco. Odnoszę wrażenie, że któregoś dnia dojdzie do samozapłonu i stanę się żywą pochodnią, albo wtopię się w materac. Moje organy się ugotują i nie będą się nadawać do przeszczepu, a takie jest ich przeznaczenie, gdyby coś mi się stało. O, matuchno jest mi zimno. Zaskoczeni jesteście? Na początku też byłam, a teraz chodzę ubrana na cebulkę, tak żeby móc coś z siebie zrzucić, albo na siebie założyć. I tak kilka razy dziennie. W kółko i na okrągło. Dla kogoś stojącego z boku na pewno stanowię ciekawostkę. I tak moi drodzy wygląda od jakiegoś czasu moje życie z klimakterium. Nic innego tylko żyć nie umierać.

Pozdrawiam wszystkie panie, które mają podobne doświadczenia. Panów również pozdrawiam, życząc cierpliwość i wyrozumiałość wobec swoich połówek.

Na koniec ciekawostka. Dowiedziałam się, że Japonki  lżej przechodzą okres okołomenopauzalny, co prawdopodobnie  jest zasługą japońskiej diety. 

→ M. Kubiak

1.02.2026

• foto: Freepik

• więcej tekstów Kubiak: > tutaj

 

 

2 Replies to “Maria Kubiak o klimakterium na wesoło i bez wstydu

  1. Super tekst! Tylko żartem i humorem można przeczekać ten trudny dla większości z nas okres.

  2. Pani Marysiu – dziękuję stokrotnie ze ten artykuł. Mam podobne odczucia jak Pani a najgorsze jest to że moja rodzina powoli zaczyna uznawać mnie za wariatkę bo raz się śmieję raz płaczę bez powodu sama nie umiem tego ogarnąć, w pracy tez nie jest dobrze bo w pokoju młode dziewczyny. Mało się mówi i pisze o tym trudnym dla kobiet okresie. Dobrze że Pani miała odwagę. Dziękuję. Czytam Pani artykuły szjoda że jest ich mało bo dają radość i nadzieję.

    Gabrysia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *