Depresja

Bardzo przykre, że ze strony najbliższych, najukochańszych, tych, którym chciało się nieba przychylić, tych których się wybrało, tych których sukcesami człowiek się cieszył. Później się słyszy, że to nasza wina, albo że już jest się zbędnym. Często właśnie taka zapłata za dobro.

Słowo wstępu

Coś, co zabija ludzi jeszcze za ich życia. I piękny tekst na ten temat napisany przez autorkę, która sama musiała zmagać się w życiu z niejednym trudnym wyzwaniem. Dziś nie obraża się na nic i na nikogo, nie poucza i strofuje, za to próbuje otworzyć nam oczy na problem, którego często nie zauważamy, albo udajemy, że go nie ma. Dodam, że jest to jeden z najmądrzejszych teksów, z którymi w swoim życiu się zapoznałem

→ Tomasz Miller


 

Depresja

Alicja Kiełkiewicz

Chce mi się płakać. Łzy wyschły lub zostały już wypłakane. Sytuacja bez wyjścia. Z każdej strony nie tak. Jeszcze zima, mróz, śnieg, brak słonka. Gdzie ta uczciwość za uczciwość, gdzie to dobro. Gdzie karma powracająca za złe i dobre uczynki. Pan Bóg otwiera okno, gdy zamyka drzwi. Gdzie to otwarte okno i po co zamyka drzwi? Gdzie ta opieka z wyższego wymiaru, czuwający aniołowie? To wszystko traci sens w momencie, gdy ktoś jest załamany chorobą, śmiercią bliskiej osoby, rozstaniem, uzależnieniem (od alkoholu, narkotyków, hazardu, internetu, zakupów), problemów z partnerem, dziećmi, rodzeństwem, rodzicami, rodziną. Uzależnienie to też choroba, ale chciałam żeby zrozumieć, że w takiej chwili jesteśmy sami (tak naprawdę się wydaje). Nie ma z kim porozmawiać. Większość okazuje współczucie, litość, niektórzy przy tej okazji są szczęśliwi, że nam się nie udało. Nie chcemy się otworzyć aby się nie ośmieszyć. Siedzimy w takiej klatce i szukamy tego otwartego okna, choć zdajemy sobie sprawę, że to wszystko traci sens, że łagodnością dobrocią nic nie zrobimy. Mamy wrażenie, że po raz kolejny stroma góra przed nami i czy warto znów próbować tam wejść. Zastanawiamy się, jak to jest, że innym wszystko przychodzi lekko, łatwo i przyjemnie, że mają życie usłane różami, a my zadajemy sobie pytanie, czy nasze ma w ogóle sens. I to współczucie okazywane przez poklepanie po ramieniu, stwierdzenie, że naprawdę jest źle. To takie potwierdzenie, że sytuacja jest bez wyjścia.

Są osoby trwające w toksycznym związku. Są uzależnione od męża, żony, partnera, partnerki. Tłumaczenie: dzieci, kredyty, mieszkanie. Tak to ma wyglądać? Czy to tłumaczenie, czy usprawiedliwienie, czy okłamywanie siebie? Tkwią w takim związku ze względu na strach przed samotnością, przed skrzywdzeniem tej osoby, choć tak naprawdę to ona ich krzywdzi. Dlaczego ten strach pozwala niszczyć nasze życie? Zgoda popełniliśmy błąd, ale błędy się naprawia, my zaś tkwimy w miejscu ze strachu, że zostaniemy sami. Naprawdę to taka tragedia? Czy bardziej chodzi o to, że trzeba będzie samodzielnie podejmować decyzje. Tu tkwi problem. Wielu z nas w takim związku nie ma prawa decydować o niczym przed konsultacją z partnerem. Wszystko zależy od humoru decydującego. Proste rzeczy takie, jak i co kupić oraz dyskusja czy można kupić. Nie mogą nawet dysponować swoimi pieniędzmi ani jak spędzać wolny czas. Jednak tkwią albo wegetują ze strachu. Ciężko jest żyć kiedy nie widać na horyzoncie zmiany na lepsze. Nawet powiedzenia też są w formie braku poprawy, np. ”co słychać? odpowiedź stara bieda” To chcielibyśmy „nowej biedy? albo „odkładam na czarną godzinę „czyli liczymy się z tym, że ta godzina nadejdzie? Wszystko wokół jest pesymistyczne, więc nawet malutki akcent optymizmu nie przeciśnie się.

Wielu boryka się z ciężką sytuacją materialną, napiętą sytuacją w domu. Nie chcemy obciążać najbliższych naszymi kłopotami. Oni mają dla nas gotowe rozwiązanie z ich punktu widzenia. Szukamy oparcia wśród znajomych, a najlepiej obcych. Łatwiej wtedy porozmawiać, podzielić się spostrzeżeniami oraz usłyszeć komentarz z tzw. „świeżego spojrzenia”. Powstają dziwne wpisy w internecie. To wpisy wołające o pomoc. Tam publikujemy obrazy, które uważamy za dobre, które potwierdzają jacy jesteśmy szczęśliwi. Niech inni nam zazdroszczą. Naprawdę tego chcemy? Dowartościować się Tylko czy o to chodzi naprawdę? Raczej brak nam wsparcia u najbliższych. Wydaje się nam, że jesteśmy tam anonimowi. Nic bardziej mylnego.

Bywa też tak, że dokucza nam samotność, często to jest samotność wśród tłumu. Niektórych ten stan przeraża. Nie potrafią się z tym zmierzyć, a przecież samotność często bywa lepsza od wegetacji lub umierania za życia.

Inni nie chcą, aby ktoś zauważył, że coś złego się dzieje. Na zewnątrz wszystko w porządku a w środku wrze. Patrząc na takich ludzi często widzimy uśmiech, łagodność i spokój na twarzy, tylko oczy są smutne. Oczy są zwierciadłem duszy. Ten uśmiech przyklejony, a spokój jest pozorny. Co się dzieje wewnątrz? Gdyby można było zajrzeć, zobaczylibyśmy ocean łez po którym pływa beznadzieja a w górze unosi się postać z kosą, W środku waży się być albo już nie. Często pojawiają się myśli jak zakończyć ten smutny żywot.

Ile osób w tym momencie była albo jest w takiej sytuacji. I co wtedy. Zaczynamy powoli się poddawać. Ogarnia nas lęk, depresja. Sytuacja bez wyjścia.

Starsi od razu myślą o swoim wieku i czy mają jeszcze czas na cokolwiek, Zastanawiamy się czy warto tak się męczyć. Życie zaczyna przypominać wegetacje. Aby przespać jak niedźwiedź, do jutra, może pojutrza, a może do wiosny albo do lata. Czekanie. I znów… czy jest sens czekać na kogoś np. aż się odezwie lub wróci, czy uda się bez kłótni, czy wróci pijany, czy wyzdrowieje, czy wytrzymam i jak długo jeszcze. Pytania się mnożą. Najchętniej każdy by wyszedł i już więcej nie wrócił. Zaszyć się gdzieś na końcu świata bez adresu, bez telefonu. Rozpocząć całkiem nowe życie. Ale tu tyle pracy się włożyło, Szkoda, może coś się zmieni? Czekanie na cud. Zdrowie zaczyna szwankować. To przeziębienie, to nieuwaga i jakaś strata, Hormony buzują. Pojawia się kłopot z tarczycą, sercem, żołądkiem. Pojawia się strach przed chorobą, przed śmiercią, przed sprawami których nie umiemy, nawet nie chcemy w takiej sytuacji rozwiązać. Co dalej. Stagnacja….

Takie sytuacje powtarzają się często. Wydaje się, że większość nas nie rozumie, nikt nie wie, co my czujemy. Mają gotowe rozwiązanie. Ale czy byłoby takie samo, gdyby znaleźli się na naszym miejscu? Każda sytuacja jest inna. Każdy człowiek jest inny. Tyle porad, a my w kropce… Co zrobić?

Te porady są też czasem przykre, gdy widzimy jak łatwo doradzają, bo to ich nie dotyczy. Jeżeli ktoś przeżył podobną sytuację, wie jakie to trudne. Nie udziela od razu porad, często opuszcza głowę, czasem popłyną łzy. Powie co on zrobił, lub jak chciał zrobić. Opowie czy pomogło, czy sprawa zupełnie inaczej się potoczyła. Najgorzej gdy są porady od osoby typu „ ja to bym tak zrobiła” i tu podpowiedź . Po bliższym przyjrzeniu się często jest tak, że ona (on) też ma podobne problemy i nie umie sobie z nimi dać rady, ale nam podpowiada.

Teraz z drugiej strony. Ludzie chorzy potrzebują więcej troski, dlatego część ludzi korzysta z tego „przywileju” Jakże często się słyszy jak udowadniają innym, że to oni są bardziej chorzy. Przerzucają się nazwami chorób i dolegliwościami z taką radością, że słuchając tego chce się płakać. Odnosi się wrażenie, że taka rozmowa sprawia im przyjemność, szczególnie wtedy, gdy udowodnią, że to oni są najbardziej chorymi ludźmi. Dlaczego nie rozmawiamy o zdrowiu? A gdyby tak odwrócić sytuację i wspomnieć o szansach z jakich można skorzystać aby stanąć na nogi, lub o zmianie sposobu leczenia? Jednak większość chce być chora, aby inni potrzebowali się troszczyć o nich, Często się uważa, że dzięki chorobie mamy chwilę zainteresowania własną osobą. Nieraz spotykałam się z taką sytuacją: położę się, ponieważ boli mnie głowa, a zwyczajnie jestem zmęczona. Czyżby wstyd było się przyznać, że możemy być zmęczeni? Czy prawo do odpoczynku mają tylko chorzy ludzie? Dlaczego chcąc odpocząć szukamy wymówki? To uczy kłamstwa, następne kłamstwo już łatwiej przyjdzie.

Z kłamstwem spotykamy się też bardzo często wśród osób uzależnionych. Tam to już jest mistrzostwo. Jakie wykręty, sposoby przemycania, chowania! Ta grupa to „aktorzy” (oczywiście nie ujmując nic aktorom). Potrafią grać i kłamać na zawołanie. Zapominają jednak o tym, że kłamstwo ma bardzo krótkie nogi, a prawda wcześniej czy później wyjdzie na jaw. Kłamiąc tak często gubią się w tym, co mówią i najczęściej jedno zdarzenie ma wiele wersji w zależności od potrzeby. Osoby uzależnione od alkoholu i narkotyków często tracą pamięć, więc opis zdarzenia może być podczas jednej rozmowy zmieniany kilkakrotnie. Po chwili sami nie wiedzą jak naprawdę było. Z wieloma kłamstwami utożsamiają się, ponieważ dodaje im to chwały lub podnosi prestiż. Czują się wtedy bardziej odważni lub pewniejsi. Jest jeszcze coś; najbardziej potrafią dokuczyć najbliższym dlatego, że obcy lub znajomi mogliby im powiedzieć ”do słuchu”. Najbliższemu popłynie łza. Tak to jest u uzależnionych osób.

Inna sprawa to dlaczego piją lub ”biorą”. Wytłumaczeń jest bardzo dużo, a najwięcej usprawiedliwień mają oni sami. Najczęściej: mój rodzic był pijakiem, narkomanem, to ja też. Pojawiają się pretensje do matki, że takiego ojca wybrała, lub do ojca, że taką matkę wybrał. To wina porzucenia przez partnera, zbyt wiele kłopotów, utrata pracy, a tak naprawdę to oni są trzeźwi, czyści, tylko my się ich czepiamy. Niektórzy mają padaczkę gdy nagle odstawią używki. Więc mają kolejny pretekst do nadużywania i to „trzeba” zrozumieć. Niszczą nie tylko swoje zdrowie i życie, ale zakłócają spokój wielu osobom. Bardzo często choroba spowoduje ich kalectwo i wtedy nie mogą sami funkcjonować. Stają się ciężarem dla najbliższych. Dlaczego napisałam ciężarem? Ponieważ to jest na ich własne życzenie. Nie przejmują się kiedy są w nałogu. Wtedy czują się dobrze, wszystko biorą lekko, w głowie szumi, nie ma potrzeby słuchać nikogo. Jest luz… Do tego głośna muzyka typu bum, bum, bum, byle głośno, byle szum. Zakłócić ciszę, własne myśli, które przypadkiem by się pojawiły. Pretensje do otoczenia o wszystko: posiłki za mało słone, pieprzne, pies czy kot kręcący się pod nogami, zły program w tv, bałagan, porządek. Muzyka relaksacyjna doprowadza ich do depresji. Wszystko dosłownie jest źle. Często nawet osoba z otoczenia zastanawia się, czy może się odezwać, czy pytać o pozwolenie. Stają się egoistami narzucając wszystkim to, co sami uważają za dobre. Nikt nie ma prawa inaczej myśleć, ponieważ to oni wiedzą najlepiej. Nie będą zmieniać swojego życia, ani się dostosowywać do innych. Oni są wolni, szkoda tylko, że inni nie mają do tego prawa. Im wolno, innym nie. Świat ma się do nich dostosować. Wszystko co im się nie podoba jest złe. Najczęściej, niestety, kończy się to śmiercią lub trwałym kalectwem. Wychodzi na to, że udało im się żyć w swoim świecie do końca, ponieważ nawet przy swoim kalectwie, to inni troszczą się o nich. Wtedy dopiero narzekają jak to los ich doświadczył. W tym wszystkim ginie to, że nie chcieli się zmienić, że przez wiele – nieraz dziesiątki lat – swoim zachowaniem doprowadzili do zniszczenia w innych sił do życia, rozwoju, zmiany. Doprowadzili do depresji swoich najbliższych, którzy albo się w sobie pozamykali, albo wegetują z dnia na dzień, czekając w ciszy i milczeniu na swój kres lub sami kończą życie. Są też tacy, co starają się mimo wszystko pomóc tym osobom doznając szykan, wyzwisk, rezygnują z części swojego życia, poszukując sposobu leczenia, szukają informacji czy innych, podobnych przypadków. Często bez skutku. Czasem uda się trafić w jakiś czuły punkt. Traktują to jako wyzwanie. Nieraz jest poprawa, ale jeżeli to tylko kolejna poprawa na krótko, potrafi zdołować najsilniejszych.

Między innymi to jest też przyczyną depresji. Bardzo przykre, że ze strony najbliższych, najukochańszych, tych, którym chciało się nieba przychylić, tych których się wybrało, tych których sukcesami człowiek się cieszył. Później się słyszy, że to nasza wina, albo że już jest się zbędnym. Często właśnie taka zapłata za dobro.

Jest też tak, że sami uzależnieni szukają sposobu aby wyjść z nałogu. Są to jednak rzadsze przypadki. Zdarza się, że proszą o pomoc najbliższych, przyjaciół. Bardzo często jednak wracają do nałogu lub zupełnie zdeterminowani okaleczają się lub odbierają sobie życie.

Przyczyną depresji bywa też zwykła złośliwość. Szczególnie wśród młodych osób. Bardzo dużą rolę odgrywa tu internet. Niestety słynny już hejt… Skąd taka złośliwość?

Bywa, że jest to odreagowanie np. swoich niepowodzeń, albo odwrócenie uwagi od swoich błędów. Innym dokuczyć, „dogryźć” – przykre ale prawdziwe. Czy takie sprawianie sobie przyjemności coś daje? Może chwilową satysfakcję, ale później? Wstyd. Często wrzucane są filmiki czy zdjęcia szkalujące innych. Bardzo często nie są prawdziwe. Niektórzy z tych pokrzywdzonych odezwią się, czasem spróbują coś wyjaśnić, za to innym jest bardzo przykro i wycofują się z życia. Stają się zamknięci, mrukliwi. Jeżeli w miarę szybko nie uda się zareagować, pomóc, popadają w depresję, a życie traci dla nich sens.

Szkoda, że w szkole, lub już przedszkolu, nie uczą co to jest wrażliwość i jak łatwo można dla własnej chwilowej pychy zranić poniżyć drugą osobę. Czy warto? Słowo bardziej potrafi zranić niż sztylet. Z tym później trzeba żyć. Dlaczego nie uczy się już małych dzieci, aby zastanowiły się, co mówią, bo wypowiedzianych słów się nie cofnie. Zostają w pamięci nieraz do końca życia. Ludzie pogodzą się, i niby żyją w przyjaźni, ale już to nie będzie tak jak było. Sprawić komuś ból, przykrość jest bardzo łatwo. Tylko po co? Żeby przez chwilę czuć się ważnym? Zawsze można zrobić coś dobrego, pomóc choćby uśmiechem lub stwierdzeniem ”damy radę”, gdyby coś to jestem obok” lub zwyczajne „pogadamy?” Taka pomoc nie jest droga, a często bardziej pomocna niż porady wybitnych fachowców. Nieraz trzeba tylko nauczyć się słuchać. Tego też bardzo wiele osób nie umie. Czasem wystarczy posiedzieć w milczeniu, po prostu pomilczeć razem z osobą, która ma kłopot. Pozwolić jej, aby w ciszy poukładała swoje rozbiegane myśli, przytulić. To wszystko. Poświęcić jej trochę czasu, a być może osoba taka uniknie depresji.

Najczęściej życie z osobą chorą jest wyzwaniem. Kłopotów jest zawsze dużo i raczej ich nie unikniemy. Wsparcie jest potrzebne i konieczne, ponieważ często opadamy z sił.

Depresja najczęściej „dopada” ludzi słabszych, wrażliwych. Potrafi to być rozstanie. Wydaje się wtedy, że świat się zawalił. I pytania dlaczego akurat mnie to spotkało. Siedzimy załamani. Nikt nam nie mówił o tym, że jedyna pewna rzecz na świecie oprócz śmierci to zmiana. Rozpaczanie i szukanie przyczyny takiego stanu jest bezsensowne. Jednak chcemy wyjaśnić, dojść do sedna, czyja to wina, czy ja coś źle robiłam (zrobiłem). Nawet gdy znajdziemy przyczynę, co to nam da? Stracimy dużo sił, energii, zdrowia. Zastanówmy się, czy to coś zmieni? Na pewno czegoś się nauczyliśmy dzięki temu związkowi. Nie róbmy takich samych błędów na przyszłość. Na błędach się uczymy. Może warto wyciągnąć wnioski, a nie uciekać w „ramiona” depresji. To brak wiary, że może nam się jeszcze coś udać.

Naprawdę rzucamy się wręcz z doradzaniem i dawaniem rad, choć nikt o nie nie prosi. Pomóżmy w inny sposób. Czasem wystarczy uścisk dłoni i ta cisza, której nie doceniamy … Boimy się ciszy więc gadamy, żeby ją zagłuszyć. A cisza we dwoje bywa bardzo pomocna.

Wystarczy sama świadomość, że ktoś jest obok. Wtedy wiemy, że nie jesteśmy sami. Bardzo często to wystarcza aby uchronić od negatywnych myśli powodujących depresję.

→ Alicja Kiełkiewicz

4.03.2026

• foto: Freepik

Alicja Kiełkiewicz ur. w 1958 r., pochodzi z Sulejowa, pisze wiersze oraz artykuły o życiu. Planuje samotną wędrówkę do Santiago De Compostela.

• więcej tekstów o depresji: > tutaj

 

 

3 Replies to “Depresja

  1. Depresję powoduje brak pieniędzy. Jestem w stanie wyleczyć każdego z depresji. Potrzebny jest chory, ja i po wywiadzie wyliczona kwota pieniędzy. Nie na moje wynagrodzenie, ale dla pacjenta.

    1. Ola Boga! Naprawdę tak myślisz, jak napisałaś? Daj Boziu, żebyś do końca była osobą tak łatwą w utrzymaniu… PS. Badałaś się już?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *