Dwa pomniki

Niektórym zrobiło się przykro na wieść o rozbiórce Pomnika Czynu Partyzanckiego pod Polichnem. I nie chodzi tu o indywidualną ocenę działalności jednej z grup partyzanckich.

Trudno nie zgodzić się z argumentami wielu osób „zdziwionych” całą sytuacją, że był to pomnik poświęcony partyzantom, którzy walczyli z niemieckim okupantem, przelewali swoją krew i oddawali życie za ukochaną Polskę. Tych, którzy nie doczekali szczęśliwego końca było bardzo wielu.

Czy ważne jest to, gdzie ktoś walczył w tej słusznej sprawie? Czy był to Związek Walki Zbrojnej, Armia Krajowa, Gwardia Ludowa, czy też Armia Ludowa, Bataliony Chłopskie, I lub II Armia Wojska Polskiego lub któraś z formacji polskich na Zachodzie Europy – oni wszyscy walczyli za Polskę.

Walka ze śmiertelnym wrogiem Polski i Polaków była dla nich najważniejsza. Czy likwidacja tego pomnika nie jest czasem najlepszym dowodem na postępujące zdziczenie obyczajów, w której jednych ruguje się z pamięci narodu, a w to miejsce próbuje się wprowadzać innych, w tym takich, którzy z walką o Polskę mieli mało wspólnego, za to walka o rządy nad Polską i związanymi z tym korzyściami, szła im całkiem „dobrze”?

W całym zamieszaniu widać macki zaczadziałych aktywistów oraz działania głupich polityków. Jeden z uczestników dyskusji napisał, że „To jest nienormalne i to jest zakłamywanie naszej historii lub pisanie jej na potrzeby polityków na nowo. Nawet w PRL mogłem kupić książki o Akcji Burza i poczytać o moim dziadku z AK.”

Coraz bardziej realne wydaje się to, że grozi nam kłamliwe powtarzanie, że w walce z okupantem niemieckim najbardziej zasłużyli się ci, którzy niemieckiemu faszyście nawet nie mieli okazji dać w mordę… Tak jak to opowiadał jeden z bohaterów filmu „Sami swoi”. Jest tu tylko jedna różnica, film to tylko fikcja, a zniszczenie pomnika w Polichnie to fakt najprawdziwszy…

Na zdjęciu generał Rozwadowski. Foto: domena publiczna. Kliknij, aby powiększyć.

W wielkiej opozycji do haniebnej decyzji o rozbiórce pomnika pod Polichnem jest historia druga, którą niedawno ogłosiło dowództwo Wojska Polskiego. Przed Sztabem Generalnym Wojska Polskiego na Mokotowie stanie pomnik generała Tadeusza Jordan-Rozwadowskiego, pierwszego szefa Sztabu Generalnego WP. Wybrano już koncepcję rzeźby. Autorem projektu jest Zbigniew Mikielewicz. Przedstawia on generała stojącego na cokole, w mundurze galowym, z szablą u pasa i lornetką w prawej dłoni.

Według regulaminu konkursu wysokość monumentu nie może przekroczyć 5-6 metrów. Cokół ma być wykonany z granitu lub piaskowca, a rzeźba generała z brązu. Pomnik skierowany będzie przodem do ulicy Rakowieckiej. Na cokole będzie umieszczona tabliczka z inskrypcją: „Gen. broni Tadeusz Jordan-Rozwadowski, 1866-1928, pierwszy Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego”.

Nie wszyscy zapewne wiedzą, że gen. Rozwadowski jest jednym z architektów polskiej niepodległości. To on, w czasie największej próby, kiedy bolszewicy stali u bram Warszawy, podjął bohaterski wysiłek obrony stolicy i całej Polski, zakończony tak hucznie świętowanym dziś zwycięstwem.

Symbolem tego zwycięstwa jest jednak obecnie ktoś, kto w tamtym czasie zachował się wręcz nieodpowiedzialnie, spił się na umór i załamany opuścił krwawiącą armię, po czym udał się wprost w ramiona jednej ze swoich kochanek. Jego głośne czyny, jakoby szybko przystąpił do chwalebnej walki na innym odcinku frontu, mają się do rzeczywistości tak jak pięść do nosa. Niektórzy ciągle opowiadają tę bujdę na resorach, mając nadzieję – tak jak minister propagandy hitlerowskich Niemiec Goebbels, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy, staje się faktem.

Gen. Rozwadowski był przeciwnikiem Józefa Piłsudskiego. W maju 1926 roku stał na czele wojsk wiernych rządowi, kiedy Piłsudski postanowił przeprowadzić zamach stanu. Długo więziony przez zamachowców, zmarł w dziwnych okolicznościach 18 października 1928 roku w lecznicy św. Józefa przy ul. Hożej w Warszawie.

Dla mnie to symbol pewnego rodzaju sprawiedliwości. To sygnał, że nawet największe kłamstwa, choćby powtarzano je usilnie przez ponad sto lat (Bitwa Warszawska miała miejsce w sierpniu 1920 roku) i tak skończą na śmietniku historii. Mam nadzieję, że to początek chwalebnej drogi generała Tadeusza Jordan-Rozwadowskiego po należny mu szacunek Polaków. Szkoda, że człowiek musiał czekać na to sto lat.

Czy tak samo będzie w przypadku partyzantów spod Polichna?

→ Tomasz Miller

24.03.2026

• zdjęcie tytułowe: Pomnik Czynu Partyzanckiego w Polichnie, pow. piotrkowski, foto: Mariusz Baryła / Gazeta Trybunalska

• więcej tekstów autora: > tutaj

 

 

11 Replies to “Dwa pomniki

  1. Do kogo piszesz używając sformułowań typu „Towarzysz tkwi…” Wyobraź sobie, że żadnym towarzyszem nie byłem i na nikogo nie donosiłem, tak jak to robili Maciarewicz i paru innych wam podobnych „towarzyszy” . Nazwisk nie podaję celowo, żeby żadna kanalia mną sobie gęby nie wycierała. Wszystkiego wiedzieć nie mogę, ale ze swoich doświadczeń mógłbym podać parę przykładów podłego zachowania wielu osób w trakcie minionych czasów. No i o „paru” świństwach (jezusicku, jaki ja jestem delikatny, cha, cha, cha), których dopuszczają się współcześni święci brzydziłbym się w ogóle pisać. Nie mam zamiaru zniżać się do tego poziomu. Zła i zdrady na tym świecie nie wymyśliły też komuchy. Popatrz na „dokonania” piłsudczyków oraz solidaruchów i całej armii cymbałów wierzących w to, że w ich głupocie nigdy podłości czy zdrady nie było. Walcząc z „komunistyczną” Polską, sprzedając ją kawałek po kawałku amerykańskiej i zachodnioeuropejskiej bandzie, żadnej krzywdy nam nie robili, prawda? Czasem myślę nawet, że komuchy bywały od was przyzwoitsze…

    1. To druzgocący dowód, jestem w szoku. Ci co nazwali się GL, pewnie przewracają się w grobie. Towarzyszem się jest mentalnie. Można być też z legitymacją i wiarą, tak było z Andrzejewskim, Kuroniem, Modzelewskim i wielu innymi. Legitymację oddali, albo im zabrano, ale nigdy nie mieli mentalności ,,towarzysza”, czyli kogoś kto rozlicza, ocenia na podstawie ,, wytycznych” czyli nie swojej wiedzy, nie swojego poglądu, Przyjmuje ją bezkrytycznie i staje się ona jego osobistym poglądem, za który gotów jest nawet wstąpić do Gwardii Papieskiej.

      1. No i co? Jak tam z tą Gwardią Papieską było? Lenin, Stalin, a może nie Iwan IV Groźny – tylko sam Malenkow – kurna Olek – utworzył? Chciałeś błysnąć narodowo-socjalistycznym i antykomuszym nastawieniem, a wyszło jak wyszło. Nie martw się, głupcy i tak nie zrozumieją, a ci którzy wiedzą, że strzeliłeś głupotę, będą się wstydzili, żeby ci o tym powiedzieć. To taka „ułomność” ludzi dobrze poinformowanych i grzecznych.
        Na przyszłość proszę cię, nie odgrywaj publicznie więcej ojca narodu, ani żadnego mentora. Można się sparzyć jak jasna Aniela. Zwłaszcza, że nigdy nie wiesz, kogo masz po drugiej stronie.
        A do Gwardii Papieskiej i tak się nie nadajesz. Porzuć wszelkie nadzieje… Ha, ha, ha…

  2. Nie sadzę by pomnik w Polichnie kiedykolwiek zaistniał, bo był propagandowym kłamstwem. ,,Czyn partyzancki”, który miał chwalić był urojeniem propagandystów. Nieudane rozkręcenie torów, dubeltówka leśniczego ukradziona wraz z bimbrem i ucieczka, mimo usilnych starań, nie mogło stać się symbolem walki armii komunistów nazwanej Gwardia Ludową. Już sama nazwa ,,gwardia” budzi sprzeciw, bo jego korzenie są na Kremlu. Polska nie miała nigdy ,,gwardyjskich” oddziałów. Pomnik był od pierwszego dnia celem ataków i przed ważnymi uroczystościami był chroniony. Podobnie jak pseudo obóz partyzancki w krawędzi lasu. Mam całą furę osobistych wspomnień związanych z tym miejscem i ludźmi, którzy prężyli się ze sztandarami na wszelkiego rodzaju wydarzeniach,,ku czci i z okazji”.

    1. Tak jest! Symbolem partyzanckiego profesjonalizmu było wydarzenie w Piotrkowie, kiedy po nieudanej akcji głupi akowiec zdradził się strasząc bronią przypadkowych ludzi, a kiedy volskdojcz rozdarł japę, to śpytnie uciekł w rejon piotrkowskiego dworca. Tam, gdzie była niemiecka żandarmeria, placówka gestapo, policja, więzienie… W zeszłym roku roku robiliście jubel dla tego nieszczęśnika, bo zgubił się w centrum Piotrkowa, a w samotnej walce (zresztą, bohaterskiej) z przeważającymi siłami niemieckimi, nie miał żadnych szans. Mógłbym podać ci nazwisko tego akowskiego „bohatera”, ale nie będę rodzinie robił wstydu. Jak widzisz, od odwagi i bohaterstwa czasem bywa tylko krok do głupoty i tragedii. Tak, od bohaterstwa, do zwykłego frajerstwa. Chcesz poczytać? Podrzucę ci adres. Albo autentyczny dziennik partyzanta ze ZWZ, w którym opisuje udział swój i chłopaków w imprezach z dziewuchami. Co ciekawsze, zabawy skończyły się dwoma skrobankami. Ale o tym pisać przecież nie wypada, bo każdy z nich był szlachetny, patriotyczny i bogobojny. Prawda? W domu mam jeszcze inne „fajne” kawałki z tamtego okresu.

      1. Skromna tablica, o której nie wszyscy w mieście wiedzą, to ma być ten ,,jubel”? Marian Król był żołnierzem AK i zginął jak żołnierz. Dowódca rzekomej Gwardii, też poległ podczas próby ucieczki. Tutaj różnicy nie ma, ale jest różnica w upamiętnianiu i legendzie . A dziennik akowca proszę opublikować. Jeśli jest autentyczny, ma dużą wartość historyczną.

        1. Pisałem już o tym w swoich felietonach. Tam jest 6 grubych zeszytów obejmujących okres od września 1939 roku do połowy 1945 roku. Dziennik obejmuje Sulejów i okolice, a także sporo miejsc związanych z przygotowaniami do niemieckiej agresji na ZSRR. Jest co czytać.
          A słowa o Królu od pewnego mementu piszę z żalem, bo to był bohater mojego ojca. Jak tylko mógł, to mi o tym człowieku opowiadał. Na oczy przejrzałem właśnie wtedy, kiedy robiliście jubel, a pan Król, mimo swojego bohaterstwa, nie zginął dla Ojczyzny, tylko dlatego, że się sprzeniewierzył pewnym zasadom. Nie mam tu żadnej satysfakcji, szkoda młodego i odważnego człowieka, ale bezspornym faktem jest to, że jego śmierć do niczego nie była potrzebna. To powinna być raczej przestroga – napiszę to straszliwie delikatnie – przed głupią ułańską fantazją…
          Swoją drogą, tablicę poświęconą bohaterstwu Króla, ufundowali przed laty piotrkowscy komuniści, a nie środowisko AK, czy też jego pogrobowcy. To nie jest wasza tablica!

          Polecam swój felieton o Tadeuszu Wójciku z dnia 18.01.2026 r. Tam też są cuda związane z tym dziennikiem: https://gazetatrybunalska.info/2026/01/niemiec/

          1. Młodzi przeważnie giną przez brawurę, nic tu godnego potępienia. Komuniści robili rożne rzeczy w zależności od potrzeb, Akowcy nie mieli takiej możliwości w latach minionych. Nie rozumiem tego sformułowania ,, to nie wasza tablica” Towarzysz nadal tkwi w latach kiedy nieliczni ,,my,, decydowali o losach większości ,,wy”. Czasy są już dokładnie omówione, kto donosił, kto kłamał i czym była tamta epoka. Wystarczy się zapoznać, a nie tkwić w ,,mylnym błędzie” jak mawiał klasyk. Zapiski nadal proponuje opublikować, GT z pewnością użyczy swoich łamów. W ostateczności jest IPN i inne biblioteki rękopisów. Trzymanie w szafie nie jest dobrym miejscem.

    2. Skoro jesteś takim sowietologiem i brzydzisz się samym słowem „gwardia”, to weź mi wytłumacz skąd w samym Watykanie, u boku samiutkiego papieża, wzięły się wojaki, które nazywają się „gwardią papieską”. Czyżby dodatkowe określenie „gwardia szwajcarska” było jakąś zmyłką? A może to tylko ukryta opcja rosyjska, która krzywdzi nam Ojca Świętego? I kto założył tą gwardię papieską? Lenin, Stalin, Breżniew? A może podziałał tu sam Iwan IV Groźny?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *