Akademia Piotrkowska specjalizuje się w organizowaniu „konferencji naukowych”, z których nic lub niewiele wynika, a zainteresowanie nimi pozostaje śladowe i ogranicza się do wąskiego grona pracowników uczelni, studentów oraz kilku przypadkowych uczestników.
Tego typu wydarzenia mają sprawiać wrażenie intensywnej działalności naukowej. W komunikatach prasowych i na stronie internetowej uczelni pojawiają się relacje, zdjęcia i podsumowania, które mają wskazywać, że akademia działa prężnie i podejmuje tematy ważne z punktu widzenia społecznego.
Konferencje organizowane są jednak w godzinach pracy większości mieszkańców i co oczywiste nie mogą w nich uczestniczyć.
Tym razem (25 marca) Akademia Piotrkowska wraz z Samodzielnym Szpitalem Wojewódzkim im. Mikołaja Kopernika w Piotrkowie Trybunalskim oraz Stowarzyszeniem „Uniwersytet Trzeciego Wieku” zaprosiła na wydarzenie pod hasłem „Razem przeciw depresji”.

Temat bez wątpienia poważny i społecznie istotny. Depresja nie jest jednak zagadnieniem, które rozwiązuje się poprzez serię referatów wygłaszanych w prowincjonalnej placówce do emerytów zabijających nadmiar wolnego czasu, zwłaszcza gdy część prelegentów trudno uznać za specjalistów zajmujących się tą chorobą w praktyce klinicznej.
Wśród występujących znaleźli się pracownicy piotrkowskiego szpitala, w którym nie funkcjonuje oddział psychiatryczny, a więc placówki pozbawionej zaplecza leczenia psychiatrycznego. Nie przeszkodziło to jednak władzom uczelni w firmowaniu wydarzenia jako konferencji poświęconej problemowi zdrowia psychicznego.
Obrady otworzył rektor Akademii Piotrkowskiej dr hab. Jacek Bonarek. Następnie uczestników wprowadzono w tematykę spotkania wystąpieniem dyrektora szpitala dr. n. med. Wiesława Chudzika. W programie znalazły się referaty dotyczące skali zjawiska depresji, wsparcia psychospołecznego, problemów wieku senioralnego oraz metod psychoterapii, przeplatane przerwą kawową i zakończone krótką dyskusją.
Całość trwała od godziny 13.30 do 16.50, czyli nieco ponad trzy godziny. Trudno więc mówić o pełnowymiarowej konferencji naukowej. Było to raczej kilkugodzinne seminarium lub spotkanie środowiskowe niż profesjonalny panel dyskusyjny.
Nie wiadomo jednak, jakie konkretne działania mają być efektem spotkania. Nie zapowiedziano programów wsparcia dla mieszkańców, nowych form pomocy ani systemowych inicjatyw skierowanych do osób dotkniętych depresją. W praktyce wydarzenie zakończyło się wraz z ostatnim referatem.
→ M. Baryła
31.03.2026
• foto / źródło: Facebook / UTW w Piotrkowie Trybunalskim / Janina Kujawska

Ktoś odkrył jak wyglądają konferencje naukowe na mniejszych uczelniach 😉 godziny nie są przypadkowe, tylko specjalnie dobrane by przypadkowi ludzie z doświadczeniem i większym doświadczeniem w podejmowanej kwestii nie mogli przyjść i skomentować tego jak niski poziom takie wydarzenia reprezentują.
Ło matko! Trzy godziny na krzesłach z trzeciego wieku i hemoroidy gwarantowane.
Od dawna dziwi ta współpraca dwóch uczelni. Jedna próbuje udowodnić, że jest uczelnią prawdziwą, i – przy cudach min. z Collegium Humanum – można jej starania jakoś zrozumieć. Zresztą, wypadałoby życzyć im sukcesów i może w końcu tak się stanie. Drugi uniwerek usiłuje wszystkim udowodnić, że jest czymś więcej niż towarzystwem wzajemnej adoracji, które najlepiej się czuje na imprezach typu „zbieranie grzybków do koszyczka”. Dodajmy, na zasłużonej emeryturze. Co może się urodzić z takiego tandemu? Z jednej strony niepewna swojego losu młodzież (nikt nie wie, co można uzyskać po studiach na „średnio znanej” uczelni), a drugiej – raczej znudzona życiem publika, której w życiu jest wszystko jedno i której do szczęścia potrzebna jest głównie jakakolwiek rozrywka. Do czego mogą przydać się „dyplomy” UTW? Wie ktoś? Nie tupcie nogami, moje słowa nie oznaczają, że zabraniam komukolwiek poszerzania wiedzy, nawet w temacie grzybków… Dziwię się tu jako obywatel normalnie spoglądający na przyszłość narodu.
Te wątpliwości miałem i w przypadku tego wydarzenia. Zapałem oraz rozrywkami emerytów i rencistów niczego nie zbudujemy, do niczego nie dojdziemy. Zwłaszcza, że depresja jest przede wszystkim problemem ludzi w sile wieku. Staruszkowie mają swoje problemy i naturalnym jest to, że doskwiera im samotność, a sił nie wystarcza na to, co kiedyś robiło się w sekundzie i to jedną jedyną ręką. Sam to doskonale rozumiem. No cóż, wiem, że Panu Bogu starość niekoniecznie się udała…
A ludzie w miarę młodzi? Z nimi jest dużo gorzej. Im nie wystarcza świeże powietrze, ciepłe słoneczko i ględzenie np. o grzybkach. Tu straty bywają poważne. Wielu z nich staje się „żywymi trupami” niezdolnymi do efektywnego życia, mimo niezbyt zaawansowanego wieku. Powinni przenosić góry, a tu – jest kicha…
Kochani, nauczcie się rozróżniać realną służbę dla ludzi od zwykłej zabawy.