1 marca minęła piętnasta rocznica śmierci Jolanty Brzeskiej (1947–2011)- działaczki obywatelskiej z Warszawy, której tragiczne odejście do dziś pozostaje jedną z najbardziej wstrząsających i niewyjaśnionych spraw III Rzeczypospolitej.
Z biegiem lat jej nazwisko stało się symbolem oporu wobec dzikiej reprywatyzacji, ale także znakiem bezradności państwa wobec dramatów zwykłych obywateli.
Brzeska nie była politykiem ani osobą publiczną w tradycyjnym sensie. Była emerytowaną pielęgniarką, mieszkanką kamienicy przy ul. Nabielaka w Warszawie. Do działalności społecznej zmusiła ją sytuacja, w której znalazło się tysiące lokatorów stolicy po rozpoczęciu procesów reprywatyzacyjnych. Podwyżki czynszów, presja właścicieli, groźba eksmisji i pogarszające się warunki życia sprawiły, że zaczęła organizować sąsiadów i współtworzyć Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów.
Jej aktywność szybko przekroczyła ramy lokalnego konfliktu. Brzeska stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy ruchu lokatorskiego. Publicznie mówiła o nadużyciach związanych z przejmowaniem kamienic, o strachu mieszkańców i o mechanizmach, które pozwalały traktować ludzi jak przeszkodę w obrocie nieruchomościami. Występowała na demonstracjach, udzielała wywiadów, pisała pisma do urzędów i instytucji państwowych. Nie godziła się na milczenie.
Czytaj: „Poczet niezłomnych. Kto naprawia Polskę?”
1 marca 2011 roku jej ciało odnaleziono w Lesie Kabackim. Okoliczności śmierci od początku budziły ogromne kontrowersje i społeczne emocje. Śledztwa prowadzone przez lata nie doprowadziły do jednoznacznego ustalenia sprawców ani pełnego wyjaśnienia sprawy. Kolejne decyzje prokuratury, wznowienia i umorzenia postępowań utrwalały poczucie, że państwo nie potrafi odpowiedzieć na jedno z najważniejszych pytań: kto i dlaczego zabił Jolantę Brzeską.
Jej śmierć stała się momentem przełomowym w debacie publicznej o reprywatyzacji. To właśnie wtedy problem, wcześniej postrzegany jako skomplikowany spór prawny, zaczął być widziany przez pryzmat ludzkich tragedii. W kolejnych latach ujawniano skalę patologii związanych z przejmowaniem warszawskich nieruchomości, a temat trafił do parlamentu, komisji weryfikacyjnych i ogólnopolskiej debaty politycznej.
Dla środowisk lokatorskich Brzeska pozostała symbolem odwagi obywatelskiej. Co roku 1 marca odbywają się marsze pamięci i spotkania upamiętniające jej działalność. Nie są one wyłącznie wspomnieniem konkretnej osoby. To także przypomnienie, że za decyzjami administracyjnymi i sporami własnościowymi stoją ludzie, ich bezpieczeństwo i poczucie stabilności.
Piętnaście lat po jej śmierci wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Sprawa Jolanty Brzeskiej wciąż jest testem wiarygodności państwa i jego zdolności do ochrony obywateli słabszych wobec silniejszych. Niezależnie od politycznych sporów jedno pozostaje pewne: pamięć o niej nie przetrwała dlatego, że była bohaterką z wyboru, lecz dlatego, że w sytuacji zagrożenia potrafiła powiedzieć „nie”.

Dziś jej historia przypomina, jak cienka bywa granica między sprawą administracyjną a ludzkim dramatem. I jak długo trwa społeczne oczekiwanie na sprawiedliwość, kiedy ta granica zostaje przekroczona.
Trawestując fragment wiersza Czesława Miłosza „Który skrzywdziłeś” można napisać tak:
Nie bądź bezpieczny.
Warszawiak pamięta.
Możesz go zabić – narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.
W marcu 2011 roku rządem w Polsce kierował Donald Tusk, prezydentem Warszawy była Hanna Gronkiewicz-Waltz – oboje z Platformy Obywatelskiej.
→ M. Baryła
4.03.2026
• collage: barma / Gazeta Trybunalska

Po co było robić dziką reprywatyzację? Przecież można wyrwać nieruchomość także i w inny sposób. Np. na schorowanego dziadka. Dzisiaj taki jeden cwaniaczek sprawuje w państwie najwyższy urząd. Ja sam znam paru innych, którzy tak jak i on zachachmęcili kosztem starszych ludzi jakąś nieruchomość.
Warto dodać że w to było zamieszane prawie na pewno ludzie z PO wraz z członkinią tej partii wtedy Gronkiewicz Waltz – czyli prezydent warszawy jaka do dziś za także inne rzeczy pozostaje bezkarna. Nie ważne czy rządzi PIS czy PO bezkarni zawsze są wszyscy. Bo to jedno i to samo – układ gdzie ręka myje rękę.
Wszyscy politycy, którzy nic nie zrobili w tej sprawie i pokrewnych ( reprywatyzacja) zdegradować i oskarżyć o cokolwiek , żeby tylko musieli chodzić zeznawać po sądach …