Po raz pierwszy w historii badań prowadzonych przez Centrum Badania Opinii Społecznej większość uczniów ostatnich klas szkół ponadpodstawowych deklaruje, że nie uczestniczy w lekcjach religii.
Z opublikowanego w czerwcu raportu „Młodzież 2025” wynika, że na szkolną katechezę uczęszcza 35 proc. badanych, natomiast 65 proc. zrezygnowało z tych zajęć. To najniższy wynik od początku prowadzenia tego typu badań.
Skala zmian jest szczególnie widoczna w dłuższej perspektywie. Jeszcze w 2010 roku udział w lekcjach religii deklarowało ponad 90 proc. uczniów. W badaniu przeprowadzonym w 2021 roku było to już 54 proc., a obecnie zaledwie 35 proc. Oznacza to spadek o 19 punktów procentowych w ciągu zaledwie czterech lat.
Raport pokazuje jednocześnie, że zmienia się nie tylko stosunek młodych ludzi do szkolnej katechezy, ale także do samej religijności. Coraz częściej młodzież oddziela deklarowaną wiarę od uczestnictwa w praktykach religijnych. Wśród uczniów można znaleźć osoby określające się jako wierzące, które mimo to nie chodzą na religię lub uczestniczą w niej sporadycznie.
Badanie przeprowadzono pod koniec 2025 roku w 65 szkołach zlokalizowanych w 56 miejscowościach. Objęło ono uczniów najstarszych klas szkół ponadpodstawowych, a więc młodych ludzi stojących u progu dorosłości. To właśnie ta grupa jest od lat traktowana przez socjologów jako ważny wskaźnik zmian społecznych i kulturowych zachodzących w Polsce.
Od września 2025 roku liczba lekcji religii w szkołach została ograniczona z dwóch do jednej godziny tygodniowo. Zmiana ta wywołała spory polityczne i światopoglądowe, ale najnowsze dane CBOS pokazują, że niezależnie od decyzji administracyjnych zainteresowanie katechezą wśród młodzieży maleje od wielu lat.
Jeszcze trzy dekady temu spór dotyczył tego, czy religia powinna wrócić do szkół. Dziś coraz częściej pojawia się inne pytanie: jak długo szkoła pozostanie miejscem, w którym katecheza będzie odgrywać istotną rolę w życiu uczniów?
→ oprac. red.
15.06.2026
• zdjęcie ilustracyjne: Freepik

Uśmiałem się po pachy, kiedy patrzyłem na znajomych oraz sąsiadów zmierzających na niedawne uroczystości czwartkowe. Był wśród nich gość, który jednego weekendu miewał po dwie, trzy „przyjaciółki”. Nigdy nie było to dla mnie dziwne, bo jego mama zawsze opowiadała: „niech wie, że to nie służy tylko do sikania”… Był facet, który z budowy na zakładzie, w którym pracował, wynosił codziennie po dwie-trzy cegły. Niby nic, ale po roku… Był człowiek, który lata całe pił na umór i pamiętam parę przypadków, w których pijaniutkiego trzeba było zbierać z ulicy. Była dama, która pod nieobecność legalnego małżonka (akurat był wyjechał na saksy w Norwegii) przyjmowała starszego od siebie chłopa…
No cóż, dalej wyliczać nie będę, bo moje piersi nie są po to, żeby tłuc w nie za absolutnie cudze grzechy. Nie wspomnę też o zastraszającej nieznajomości historycznej prawdy o faktach, które spowodowały powstanie owego „święta”. Przypomnę tylko, że chodzi o widzenia pewnej belgijskiej dziewoi. Ano, biegając w młodości przez las (było to na początku trzynastego wieku), tak jakoś dziwnie jej się skojarzyła tarczka gorejącego księżyca. Fakt pięknie opisany min. w Wikipedii już przynajmniej kilkanaście lat temu, a oni ni w ząb…
Czego zatem oczekiwać od młodzieży?