Prof. Legutko: Inteligencja nienawidzi własnego narodu

Profesor Ryszard Legutko poglądy ma konserwatywne i ich nie ukrywa. Stanowisko profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego dla aktywnego humanisty-filozofa nie było wystarczające. W 2005 trafił do polityki. I tak już zostało. Cztery lata później dostał się do Europarlamentu i już trzecią kadencję realizuje się w Brukseli.

Legutko chętnie udziała wywiadów. Głównie mediom określającym się jako “prawicowe”. Tylko w lipcu br. pięciokrotnie rozmawiał z dziennikarzami. Miesiąc temu Polska Agencja Prasowa poprosiła o rozmowę profesora. Oto najciekawsze wypowiedzi Legutki.

W historii Polski co jakiś czas, cyklicznie, mamy do czynienia ze zjawiskiem zwanym zdradą elit. Polega ono z grubsza na tym, że większa bądź mniejsza część warstwy teoretycznie najlepiej wykształconej, mającej najwięcej do powiedzenia w sprawach państwa zaczyna uważać, że będzie lepiej, jeśli będą nami rządzić inni.

To jest patriotyzm w stylu Wandy Wasilewskiej, która była przekonana, że dla Polski najlepiej jest mieć sowiecką czapę nad sobą, i jednocześnie uważała się za polską patriotkę. To jest niestety stara polska tradycja. Bogusław Radziwiłł, jak rozmawiał z Kmicicem, to pytał, czy może mówić po niemiecku, bo jak mówi po polsku, to mu pierzchną wargi.

Jak PiS wprowadzał programy socjalne, to była niesłychanie wroga reakcja domorosłych arystokratów. Proszę sobie przypomnieć te wszystkie komentarze w stylu: ‘to chamstwo, dostanie te 500 złotych, będzie się wciskać na plaże, będzie żreć jajka, będzie śmierdzieć’. Jak się spojrzy na polskie filmy z ostatnich 20 lat, to tam jest ta straszna nienawiść do rzekomo obrzydliwych ‘Polaczków’.

U nas ta niepodległość bywa nam odbierana. Zwykle z dużym naszym udziałem. Można wręcz powiedzieć, że w polskim narodzie jest pewien gen samobójczy, który skłania dużą część Polaków do oddawania niepodległości. Żyjemy w takich czasach i w takim momencie, że rozgrywa się spór o suwerenność.

Polacy są podzieleni w jakiejś proporcji. I jedni – na scenie politycznej reprezentowani przez opozycję – chcą oddać władztwo nad Polską instytucjom międzynarodowym, mówiąc najogólniej. Źródło suwerenności, czyli tego, kto podejmuje decyzje ma być poza Polską. Natomiast rząd i ci, którzy go popierają walczą o suwerenność. Spór jest bardzo klarowny. Albo będziemy suwerenni w takich granicach, jak to jest możliwe w dzisiejszym świecie, jak inne kraje – jak Francja, Niemcy, Szwecja. Albo ci, którzy u nas nominalnie rządzą, będą namiestnikami i wykonawcami decyzji podejmowanych poza Polską. Czyli w instytucjach międzynarodowych, które są zdominowane przez duże państwa.

Dzisiejsi intelektualiści, inteligencja nienawidzi własnego narodu i chciałaby, żeby tą ‘hołotą’ – jak ją określają – rządzili inni. Dlatego tak kochają Unię Europejską.

Cechą myślenia prowincjonalnego jest przekonanie, że prawdziwe życie toczy się ‘gdzie indziej’. Tęsknota, żeby tutaj było ‘jak w Paryżu’, ‘jak w Nowym Jorku’. O ‘Tygodniku Powszechnym’ mówiono w latach ’60., że jego redakcja – krytykująca polski Kościół za ‘ludowość’ i domagająca się ‘postępowych’ reform jak we Francji i Holandii – chciałaby wypompować wodę z Wisły i wpompować tam wodę z Sekwany.

→ oprac. (mb)

18.07.2023

• foto: foto / źródło: YouTube, screen: GT

• źródło: PAP

• czytaj także: > “Leszek Sykulski – nowy wróg Polski wymyślony przez PiS”

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.