Podejrzany doktorat Julii Pingot

Julia Pingot jest prezesem zarządu i jedynym udziałowcem spółki “Fiort Clinic”. Podmiot zajmuje się prowadzeniem przychodni rehabilitacyjnej w Piotrkowie Trybunalskim. Jednak ambicje prezes Pingot są znacznie szersze.

We wrześniu 2022 roku Pingot, w imieniu “Fiort Clinic”, i dziekan filii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Piotrkowie Bonarek podpisali porozumienie dotyczące tworzenia nowych kierunków studiów, realizację wspólnych przedsięwzięć badawczych, konferencji, warsztatów tematycznych oraz innych projektów o charakterze naukowym i popularyzatorskim. Było to możliwe, gdyż ojciec J. Pingot – Mariusz przetarł ścieżki na uczelni, pracując w niej jako wykładowca. Nauczał aż siedmiu przedmiotów, dość odległych od swojego wykształcenia. Tym samym tropem poszła jego córka.

Nim jednak Julia Pingot złożyła podpis na porozumieniu z filią UJK wcześniej studiowała na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi, gdzie otrzymała tytuł magistra fizjoterapii. Wkrótce potem trafiła na stacjonarne studia doktoranckie.

Uchwała Komisji Bioetycznej z 14 grudnia 2010 r. Kliknij, aby powiększyć.

Przewód doktorski

14 grudnia 2010 r. Komisja Bioetyki Uniwersytetu Medycznego w Łodzi podjęła uchwałę nr RNN/712/10/KB o pozytywnym zaopiniowaniu wniosku mgr Julii Pingot na przeprowadzenie badania pod nazwą “Ocena skuteczności Terapii Wielokrotnego Impulsu u pacjentów z przewlekłymi bólami dolnego odcinka kręgosłupa w porównaniu z metodą MDT McKenzie i wyciągiem Saundersa”.

Do wniosku Pingot załączyła sześć dokumentów, wśród których znalazła się zgoda z Zakładu Rehabilitacji Leczniczej i Medycy Fizykalnej z siedzibą w Piotrkowie przy ul. Folwarcznej 38, gdzie badania miały być przeprowadzone – taki zapis istnieje na dostarczonym “Gazecie Trybunalskiej” dokumencie podpisanym przez przewodniczącego komisji prof. Przedzisława Polakowskiego.

Uzyskanie zgody na badania było jedynie formalnością, gdyż jednym z udziałowców Zakładu był ojciec badaczki. Więcej na ten temat można przeczytać w artykule pt. “Ludzie listy piszą… Fiort Clinic – jak z zakładu rehabilitacji zrobiono klinikę”.

Wykaz tekstów autorstwa M. i J. Pingotów i M. Woldańskiej-Okońskiej. Kliknij, aby powiększyć.

Po spełnieniu wymogów formalnych mgr Pingot przystąpiła do badań i pisania rozprawy doktorskiej. Funkcję promotora powierzono dr hab. Marcie Zofii Woldańskiej-Okońskiej, która podobnie jak Mariusz Pingot wykładała w piotrkowskiej filii UJK (> link) i była jego dobrą znajomą. Zażyłość pomiędzy Woldańską-Okońską i Pingotami była na tyle duża, że wspólnie stworzyli trzy artykuły zamieszczone w branżowej prasie w 2013 i 2014 r.

Cały proces badawczy trwał od 7 lutego 2012 r. do przedwiośnia 2014 r. Podczas przygotowywania części pisemnej ojciec doktorantki skarżył się na promotorkę, która, według jego słów, “bardzo dogłębnie analizowała rozprawę i aż siedmiokrotnie wnosiła do niej zastrzeżenia, co niepotrzebnie wydłużało cały proces i trzymało Julkę w niepewności”.

Kiedy praca przybrała ostateczny kształt została przekazana dwóm recenzentom: prof. dr hab. Krystianowi Żołyńskiemu i dr hab. Krystynie Marii Księżopolskiej-Orłowskiej.

Ludzie nauki w samych superlatywach ocenili rozprawę Pingot, choć ich opinie, zawarte na trzech i czterech stronach luźnego maszynopisu, mają charakter bardzo ogólny i trudno w nich znaleźć merytoryczne odniesienia do treści przedstawionych przez J. Pingot. Pełne są nic nie znaczących językowych “wypełniaczy” bez których zapewne zmieściłyby się na jednej stronie. Zadziwia przy tym ufność recenzentów wobec przedstawionej przez Pingot treści.

Prof. Żołyński napisał:

W mojej ocenie temat pracy, którego realizacji podjęła się Doktorantka jest bardzo ambitny, nowoczesny i niezwykle przydatny w aspekcie poznawczym i klinicznym (…). Materiał kliniczny jest obszerny liczy w sumie 280 chorych z zespołami bólowymi kręgosłupa podzielonymi losowo na na 4 grupy po 70 osób w wieku 30-60 lat (…). Badania zostały przeprowadzone w Ośrodku Rehabilitacji Ruchowej w Piotrkowie Trybunalskim (…). Stwierdzam, że rozprawa doktorska Pani mgr Julii Pingot (…) jest ambitnym, innowacyjnym i nowoczesnym dorobkiem naukowym Autorki. Spełnia wymogi ustawowe stawiane rozprawom doktorskim (…). W mojej ocenie rozprawa ta zasługuje na wyróżnienie przez Wysoką Radę.

Kierownik Kliniki Rehabilitacji Reumatologicznej Instytutu Reumatologii w Warszawie dr hab. Księżopolska-Orłowska stwierdziła m. in.:

Doktorantka w szczegółowy sposób, świadczący o jej wiedzy i doświadczeniu terapeutycznym, opisała metody terapeutyczne stosowane w leczeniu zespołów bólowych dolnej części kręgosłupa (…). Autorka objęła badaniami 280 chorych (…). Badania były przeprowadzone w Ośrodku Rehabilitacji Ruchowej w Piotrkowie Trybunalskim. Każdy chory był badany 3-krotnie: przed, bezpośrednio po i 30 dni po zakończeniu terapii(…). Doktorantka dokonała omówienia wyników w sposób konkretny i rzeczowy opierając się na najnowszych wynikach badań innych autorów i wyważonej interpretacji badań własnych, co może świadczyć o dobrej znajomości tematu i umiejętności prowadzenia badań (…). Reasumując, uważam, że rozprawa Julii Pingot (…) jest samodzielnym i oryginalnym opracowaniem Doktorantki.

4 listopada 2014 r. mgr fizjoterapii Julia Pingot stała się dr Julią Pingot w dziedzinie nauk medycznych, w dyscyplinie – biologia medyczna, w specjalności – fizjoterapia. Był to efekt zdanych egzaminów i obrony rozprawy.

Nieoczekiwana zmiana miejsc

W czasie powstawania artykułu o spółce “Fiort Clinic” (> link), przeglądania i analizy dokumentów pojawiły się wątpliwości dotyczące przebiegu procesu badawczego J. Pingot.

Gabinet rehabilitacyjny o szumnie brzmiącej nazwie Ośrodek Rehabilitacji Ruchowej. Zdjęcie z zasobów Google z sierpnia 2012 r. Kliknij, aby powiększyć.

Przede wszystkim doktorantka uzyskała zgodę Komisji Bioetyki Uniwersytetu Medycznego w Łodzi na przeprowadzenie badań we wspomnianym wyżej Zakładzie Rehabilitacji Leczniczej i Medycy Fizykalnej sp. z o.o. przy ul. Folwarcznej 38, ale w rozprawie doktorskiej wykazała, że dokonała tego w Ośrodku Rehabilitacji Ruchowej w Piotrkowie przy ul. Kościelnej 11. Ten fakt potwierdziła w rozmowie telefonicznej z przedstawicielem “Gazety Trybunalskiej”.

Ów “ośrodek”, to niewielki prywatny gabinet rehabilitacyjny, prowadzony w ramach jednoosobowej działalności gospodarczej. Zlokalizowany był na parterze w bloku na osiedlu Słowackiego w Piotrkowie. Otworzył go w 2010 r. ojciec J. Pingot zaraz po tym, gdy został odwołany ze stanowiska prezesa zarządu Zakładu Rehabilitacji Leczniczej i Medycy Fizykalnej i utracił źródło dochodu. Świadczy o tym wpis w Krajowym Rejestrze Sądowym z dnia 30 kwietnia 2010 r. Powodem usunięcia Mariusza Pingota były wątpliwości większościowych udziałowców, co do rzetelności zarządzania placówką. Wraz z nim w Zakładzie przestały się pojawiać: córka Julia i jej matka – była żona prezesa – Małgorzata Pingot.

To w tym “ośrodku”, według informacji zawartych w dysertacji doktorskiej, Julia Pingot w czasie niecałych 24 miesięcy trzykrotnie przebadała 280 osób: przed, bezpośrednio po i 30 dni po zakończeniu terapii. Do tego trzeba doliczyć co najmniej czterotygodniowy okres trwania terapii.

Komisja Bioetyczna i archiwum Uniwersytetu Medycznego

5 kwietnia br. “Gazeta Trybunalska” wystosowała pismo do Przewodniczącego Komisji Bioetycznej z prośbą o udzielenie odpowiedzi dotyczącej wniosku J. Pingot. 18 kwietnia prof. dr hab. med. Józef Drzewoski przesłał do redakcji odpowiedź:

Odpowiedź Przewodniczącego Komisji Bioetycznej na pytania postawione przez “GT”. Kliknij, aby powiększyć.

W kolejnym piśmie z dnia 25 maja br. nowy Przewodniczący KB prof. dr hab. n. med. Krzysztof Zeman powiadomił “GT”, że Komisja nie uzyskała żadnej informacji od J. Pingot na temat zmiany miejsca prowadzenia badań.

Pismo informujące o braku kluczowych dokumentów. Kliknij, aby powiększyć

Trwająca pięć miesięcy obszerna korespondencja pomiędzy Komisją a organem prasowym wskazuje, że jej przewodniczący starał się wydłużać czas potrzebny na dostarczenie odpowiedzi na zapytania publiczne, co skutkowało przekazaniem do Komisji trzech wezwań przedsądowych. Ostatecznie okazało się, że sześć dokumentów przedłożonych przez mgr Pingot do Komisji, będących podstawą wydania zgodny na badania, nie jest dostępnych ani w siedzibie Komisji ani w archiwum Uniwersytetu Medycznego, choć istnieje obowiązek ich przechowywania. Mówiąc kolokwialnie – wyparowały.

Niezależny recenzent

“Gazeta Trybunalska” zwróciła się do samodzielnego pracownika nauki z Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie z prośbą o przygotowanie recenzji z rozprawy J. Pingot, aby przekonać się czy pokryje się ona z tym, co napisali dr hab. Księżopolska-Orłowska i prof. Żołyński.

22 maja br. trafiła do redakcji następująca opinia:


Już we wstępie zaznacza się niestaranna edycja tekstu i liczne błędy językowe. Dla przykładu, na stronie 50 (podrozdział 1.5.3) nazwa „terapia wielokrotnego impulsu” jest błędnie przetłumaczona na język angielski jako „multiple therapy impulse”. Przekładając to błędne tłumaczenie nazwy terapii uzyskujemy „wielokrotna terapia impulsu”, co jest absurdalne. Poprawna nazwa anglojęzyczna to „multiple impulse therapy”.

Na tej samej stronie doktorantka podaje, że „Metoda ta powstała w oparciu o wieloletnie liczne badania [31,47]”. Skoro badania były wieloletnie i liczne, to dziwi fakt, iż pani Julia Pingot przytacza jedynie dwa źródła, co stoi w sprzeczności z zasadą gruntownej analizy literatury naukowej.

Na stronie 51 odnajdziemy informację, iż „Receptory zwane proprioreceptorami znajdują się we wrzecionach nerwowo-mięśniowych, […]”. Jest to rażący błąd merytoryczny, gdyż wrzeciona nerwowo mięśniowe są przykładem proprioreceptorów (receptorów czucia głębokiego). Proprioreceptory nie mogą znajdować się same w sobie.

Zdanie (strona 52) cytuję za JP „Ten rodzaj masażu sprowadza się do impulsu mechanicznego, który emituje odpowiednio skonstruowana głowica z częstotliwością od 2-60 Hz i dawkowana siła 10-35 funtów, tj. 5,0-17,5 kg na powierzchnię jednego cala2, czyli ok 2.5 cm2” zawiera przekłamania i błędy merytoryczne. Trudno jest zaufać danym zaprezentowanym w rozprawie, jeśli badacz wykazuje braki w zakresie elementarnej wiedzy dotyczącej jednostek miar, którymi się posługuje. Pani Julia Pingot myli jednostki masy, takie jak funt (Ibm) i kilogram masa (kg), z jednostkami siły, tj. funt-siła (Ibf) i kilogram-siła (kG). Zastosowanie jednostek masy zamiast jednostek siły w opisie dawkowanej siły impulsu sugeruje, iż autorka pracy nie wie o czym pisze. W aspekcie podjętego przez panią Julię Pingot tematu taki błąd nie może być wytłumaczony jako edytorska pomyłka. Jest to przykład naukowej nierzetelności. Z definicji bowiem wynika zależność pomiędzy funtem-siłą, a niutonem.

1 Ibf = 1 Ib * g
1Ibf = 0,45359237 kg x 9,80665 m/s2 = 4.448222 N.

Czyli funt-siła odpowiada wartości 0,45359237 kg x 9,80665 m/s2, czyli wartości 4.448222 N niutonów. Przy tym 1 niuton (N) odpowiada 0,10197 kilogram-siła (kG). Zakres podanych przez doktorantkę wartości liczbowych ma się nijak do tego przelicznika, gdyż zakładając, iż podana przez doktorantkę wartość 10-30 funtów odnosi się do funtów-siła (co ewidentnie nie jest wyjaśnione w tekście), zakres siły wyrażonej w kilogramach-siła powinien wynosić 4,5359 kG – 13,6078 kG.

Ponadto dla ówczesnej magister Pingot powierzchnia jednego cala kwadratowego równa jest 2,5 cm2. Jest to błąd kardynalny, gdyż jeden cal kwadratowy to 6,45 centymetra kwadratowego.

Jakikolwiek komentarz do zaprezentowanych powyżej jaskrawych błędów wydaje się zbędny. Drobiazgiem wydaje się przy tym anglojęzyczny zapis „2.5 cm” z użyciem kropki zamiast przecinka (polskojęzyczny zapis powinien mieć postać „2,5 cm”) – jest to błąd edytorski, wskazujący na brak znajomości zasad przyjętych w polskojęzycznych pracach naukowych w zakresie zapisu ułamków dziesiętnych.

Powtórkę tej samej nierzetelnej interpretacji w odniesieniu do wartości siły emitowanej przez głowicę urządzenia PulStarFRAS znajdujemy na stronie 54 wstępu do rozprawy, co wyklucza przypadkowość i sugeruje wyraźnie, iż pani Julia Pingot w swojej pracy doktorskiej niepoprawnie posługuje się danymi liczbowymi.

Zdanie brzmi następująco: „Podczas takiego badania głowica emituje pojedynczy impuls „uderzając” z siłą 15 funtów (tj. ok 7,5 kg) na powierzchnie 2,5 cm2, ukazując odpowiedź tkanki w odniesieniu do wartości punktowej”. Pani Julia konsekwentnie nie dostrzega różnicy pomiędzy jednostkami masy i siły, co znajduje dobitne odzwierciedlenie w dalszej części tekstu, w którym doktorantka wyjaśnia, wprowadzając potencjalnego czytelnika w błąd, iż „(Funt jednostka siły oznaczona symbolem ib lub ibf. 1 Ibf = 0,45359237 kg)”. Sprostujmy jeszcze raz – 1 funt siła = 0,453592 kilogram siła [kG], a nie, jak to wyraźnie sugeruje pani Julia Pingot, 4,53592 kilograma [kg]. Tak więc, 15 funtów siła to 6,8039 kG, a nie 7,5 kg.

Warto w tym miejscu zauważyć, iż w rozdziale „Materiał i metody” pani Julia Pingot nie opisała sposobu dokonywania przeliczania wyników. Nie zawarto ważnej informacji, iż wszystkie pomiary siły bodźca zaaplikowanego przez głowicę urządzenia i wyświetlone na monitorze urządzenia PulStrFRAS należy podzielić przez współczynnik 10, co jest kluczowe dla podania prawidłowych wartości sił działających na tkankę. Zgodnie z przykładem zaczerpniętym z oryginalnej anglojęzycznej instrukcji obsługi urządzenia PulStarFRAS, bodziec o wartości 145 ibf wyświetlany na monitorze urządzenia należy odczytywać jako 14,5 ibf rzeczywistej siły oddziałującej na tkankę.

Poruszając wątek metodologii badań można wskazać, iż pani Julia Pingot nie uwzględniła w „Materiale i metodach” swojej dysertacji oryginalnej instrukcji z zakresu metodyki wykonywania zabiegów urządzeniem PulStarFRAS. Materiał i metody opisane są zdawkowo. Wprawdzie pobieżne nawiązanie do metodyki badań pani Julia Pingot zawarła także we wstępnej części pracy, jednak opisy procedury badania są trudne do zinterpretowania ze względu na fatalny styl.

Zilustrujmy to przykładem zaczerpniętym ze strony 55 rozprawy: „Wyniki badań diagnostycznych charakterystyczne w wielkości i kolorze, dla każdego pacjenta osobno, przedstawione na ekranie monitora, w sposób jednoznaczny, bezdyskusyjny, rzetelny i obiektywny, ukazują wielkość wzmożonego napięcia mięśni przykręgosłupowych”. Przytoczone zdanie to pustosłowie bez jakiejkolwiek wartości naukowej. Można zadać pytanie dlaczego doktorantka nie odnosi się w tym miejscu do oryginalnej instrukcji obsługi urządzenia PulStarFRAS, w której jasno stoi, iż uzyskane na monitorze urządzenia charakterystyczne wykresy (miografy) wyrażają odpowiedź z tkanek miękkich danego segmentu ruchowego kręgosłupa. Należy także poddać w wątpliwość tezę pani Julii o bezdyskusyjności wyników, skoro nie przedstawia ona w swojej pracy dokładnego opisu metodologii zawartego w instrukcji urządzenia PulStarFras. Ponadto uprawianie nauki polega między innymi na poddawaniu dyskusji uzyskanych wyników.

Reasumując, w świetle przedstawionych powyżej faktów zastrzeżenia budzi dokładność danych liczbowych przytaczanych w pracy pani Julii Pingot. Liczne błędy merytoryczne i rażąca niestaranność związana z podstawowymi przeliczeniami matematycznymi wielokrotnie pojawiają się w tekście omawianej pracy doktorskiej, co stawia pod znakiem zapytania wiarygodność wyników zaprezentowanych w pracy.

W rozprawie nie załączono także tabel z wynikami roboczymi. Wobec tak niefrasobliwego podejścia do danych liczbowych można zastanawiać się jaką wartość naukową mają wyniki zebrane w rozprawie pani Julii Pingot. Zadziwia i zastanawia fakt, iż te ewidentne „szkolne” błędy, które dyskwalifikowałyby pracę na poziomie licencjatu nie zostały zauważone przez promotora i recenzentów owej pracy doktorskiej.

Styl pracy jest niestaranny. Czytając pracę wielokrotnie natrafia się na zdania budzące głębokie kontrowersje. Niesłychany jest fakt, iż na stronie 77 wyników doktorantka pisze o „niskiej kuriozie”, zamiast o „niskiej kurtozie”. Pojęcie „kuriozy” w statystyce nie występuje, natomiast „kurtoza” jest miarą koncentracji wyników, która informuje na ile wyniki są skoncentrowane wokół średniej. Za kuriozalne może być wiec uznane mylenie „kuriozy” z „kurtozą” w pracy doktorskiej.

Na stronie 114 doktorantka wspomina o pacjentach „z dolegliwościami bólowymi krzyża”. Należy kategorycznie podkreśli, iż w poprawnej nomenklaturze medycznej (i anatomicznej) żadna część ciała ludzkiego nie nosi nazwy „krzyża”.

Dysertacja pani Julii Pingot napisana jest w stylu potocznym i zawiera liczne nienaukowe stwierdzenia. Niską jakość formatowania pracy należy uznać za skandaliczną. Mnogość „wpadek” językowych obecnych w pracy doktorskiej pani Julii Pingot wyklucza ich przypadkowy charakter i wskazuje na głębokie braki autorki w zakresie zrozumienia aparatu pojęciowego, którym pani Julia Pingot próbuje się posługiwać.


“Gazeta Trybunalska” pyta  Julię Pingot

9 maja br. na podstawie art. 12 ust. 1 pkt 1 ustawy z 26.1.1984 r. – Prawo prasowe, “GT”, skierowała do J. Pingot następujące pytania:

1. Proszę o udzielenie odpowiedzi, w jakiej placówce prowadziła Pani badania do rozprawy doktorskiej na stopień doktora nauk medycznych w zakresie biologii medycznej pt. „Ocena skuteczności Terapii Wielokrotnego Impulsu u pacjentów z przewlekłymi bólami dolnej części kręgosłupa w porównaniu z metodą MDT McKenzie i wyciągiem Saundersa”?

2. Czy od chwili podjęcia przez Komisję Bioetyki UM w Łodzi uchwały o projekcie eksperymentu medycznego nr RNN/712/10/KB z dnia 14/12/2010 r. informowała Pani Komisję o zmianie miejsca wykonywania badań?

3. Z jakiego powodu we wniosku skierowanym przez Panią do Komisji miejsce wykonywania badań zostało określone jako Zakład Rehabilitacji Leczniczej i Medycyny Fizykalnej w Piotrkowie, zaś w streszczeniu Pani rozprawy doktorskiej znajduje się informacja, że badania wykonano na pacjentach leczonych w Ośrodku Rehabilitacji Ruchowej w Piotrkowie Trybunalskim?

4. Czy promotorka Pani rozprawy doktorskiej Marta Woldańska-Okońska była kiedykolwiek zatrudniona w spółce Fiort Clinic lub wcześniej w Zakładzie Rehabilitacji Leczniczej i Medycyny Fizykalnej lub na terenie tych placówek prowadziła prywatną działalność leczniczą?

Bohaterka tego artykułu nie była łaskawa ustosunkować się do poruszonych zagadnień. Szczególnie istotne było pytanie dotyczące późniejszych związków promotorki pracy doktorskiej Woldańskiej-Okońska ze spółką “Fiort Clinic”.

Podsumowanie

Wnioski jakie płyną z przeprowadzonej analizy materiału dowodowego kwalifikują sprawę J. Pingot do przekazania instytucjom kompetentnym w ocenie merytorycznej i prawnej. “Gazeta Trybunalska” zwróci się do:

1. Przewodniczącego Rady Doskonałości Naukowej w Warszawie prof. dr hab. Grzegorza Węgrzyna z wnioskiem o wznowienie przewodu doktorskiego oraz wszczęcie postępowania, którego celem winno być unieważnienie stopnia naukowego J. Pingot.

2. Rektora Uniwersytetu Medycznego w Łodzi prof. dr hab. n. med. Radzisława Kordka z wnioskiem o powołanie komisji rektorskiej w celu szczegółowego sprawdzenia rzetelności przeprowadzanych badań.

3. Prokuratora Rejonowego prok. Emilii Michałowskiej-Marchewy z Prokuratury Rejonowej Łódź-Śródmieście z zawiadomieniem o możliwości wyłudzenia poświadczenia nieprawdy (art. 272 kk) i możliwości posługiwania się podrobionym dokumentem (art. 270 kk).

→ Mariusz Baryła

21.09.2023

• collage ilustracyjny: barma / Gazeta Trybunalska

 

19 Replies to “Podejrzany doktorat Julii Pingot

  1. FiortClinic i Julia Pingot robią dobrą robotę. BArdzo mi pomogli, o mały włos i w obecnym stanie nie mógłbym całkowicie chodzić o własnych nogach. Ich rehabilitacja dużo mi pomogła. Artykuł bez sensu oczerniający tą instytucję i osobę JP.

    1. Paweł1975 lecz się dalej na te nogi, bo na głowę to już niestety za późno. Proponuje poprosić kogoś o pomoc w zrozumieniu treści artykułu, najlepiej panią pseudo doktor Julie Pingot.

  2. Wielce Szanowna Pani Julia P. to naukowczyni nie od parady. Niekwestionowanym atutem Szanownej Pani Julii jest to, że w ramach swojej rozprawy potrafiła zrobić coś z niczego. A to zadanie niełatwe. Przecież z tekstu artykułu jasno wynika, że:
    – badania do rozprawy doktorskiej Pani Julii przeprowadzone zostały w jakiejś mało znanej “dziupli”, formalnie poza zgodą Komisji Bioetyki (czyli przypuszczalnie na “nielegalu”),
    – kompromitujące błędy w tekście rozprawy są liczne i rażące,
    – naukowczyni Julia wykazała się ponadprzeciętnym (a wręcz wybitnym) brakiem znajomości podstawowych jednostek fizycznych oraz przeliczania tychże.
    ALE STOPIEŃ DOKTORY UZYSKAŁA!!! – WBREW PRZECIWNOŚCIOM LOSU I WBREW LOGICE. UZUSKAŁA I MA. PRZECIEŻ WIADOMO, ŻE LICZY SIĘ EFEKT KOŃCOWY, A NIE DROGA DO CELU. Nie ma się więc co czepiać. Bohaterka felietonu zapewne zrobiła tak, jak potrafiła najlepiej 😛

  3. Czepiacie się Państwo. Moim zdaniem Wielce Szanowna Pani Julia P. to naukowczyni nie od parady. Niekwestionowanym atutem koleżanki Julii jest to, że należy ona do pokolenia, które z determinacją i bez pardonu brnie (sic!) do celu. Koleżanka Julia w ramach uprawiania swojej (pseudo)nauki potrafiła zrobić coś z niczego. A to zadanie niełatwe. Z tekstu artykułu jasno wynika przecież, że:
    – badania do rozprawy doktorskiej Pani Julii przeprowadzone zostały w innym niż planowała miejscu, w jakiejś mało znanej “dziupli”, formalnie poza zgodą Komisji Bioetyki (czyli przypuszczalnie na “nielegalu”),
    – kompromitujące błędy w tekście rozprawy są liczne i rażące, ale to dowodzi jedynie determinacji naukowczyni, która pomimo swych niedociągnięć i ograniczeń nie poddała się w dążeniu do “tytułu” doktory,
    – naukowczyni Julia wykazała się ponadprzeciętnym (a wręcz wybitnym) brakiem znajomości podstawowych jednostek fizycznych oraz przeliczania tychże – taki antytalent też warto docenić, bo to rzadki dar.
    PODSUMOWUJĄC, DOCEŃMY TO, ŻE POMIMO TYLU PRZECIWNOŚCI NAUKOWCZYNI JULIA STOPIEŃ (potocznie zwany “tytułem”) DOKTORY UZYSKAŁA!!! – WBREW PRZECIWNOŚCIOM LOSU I WBREW LOGICE. UZUSKAŁA I MA. PRZECIEŻ WIADOMO, ŻE LICZY SIĘ EFEKT KOŃCOWY, A NIE DROGA DO CELU. Czego się więc czepiacie podłe zazdrośniki. Czego straszycie biedną naukowczynię konsekwencjami. Ona chciała dobrze (co najmniej dla siebie) i zapewne zrobiła tak, jak potrafiła najlepiej 😛

  4. A czy w tej klinice można przyśpieszyć kolejkę na NFZ, biorąc dodatkowe, płatne , prywatne zabiegi ?

    1. To właśnie od zawsze jest metodą tej pseudo kliniki. Haracz trzeba zapłacić, żeby przeskoczyć w kolejce na pierwsze miejsca. Sam tego doświadczyłem.

    2. Buahahahaha!!! Baśka44, ty chyba żartujesz. Dodatkowe płatne zabiegi w tego typu klinice. Za dopłatą bym nie poszła. Trzeba mieć odwagę. Jeśli w owej klinice, tylko tak sobie dywaguję, tak nieumiejętnie przeliczają wszystkie jednostki, jak imć szefowa owej kliniki w swoim doktoracie, to jakie jest bezpieczeństwo pacjentów?

  5. To zatrważające jak daleko posunięty jest obecnie upadek cywilizacji. Przez takie osoby jak, tfu!, Julia P. następuje nie tylko dewaluacja, ale wręcz degradacja stopni naukowych. W tym przypadku wydaje się, że nie liczyła się rzetelna wiedza, wysiłek badacza i chęć poszukiwania naukowej prawdy, a kumoterstwo, bezczelne cwaniactwo i tak zwana “chęć szczera”. Wydaje się, że opisany przypadek obrazuje jak łatwo może odbywać się zawłaszczanie stopni naukowych na podstawie prostackich matactw.
    Oby odpowiednie organy zajęły się należycie tą sprawą.
    Nie mniej bulwersujący jest fakt, iż osoba bez elementarnej wiedzy na temat jednostek miar i wag zajmuje się zawodowo stosowaniem zabiegów fizjoterapeutycznych. JAK OSOBA WYKAZUJĄCA SIĘ RAŻĄCĄ IGNORANCJĄ W ZAKRESIE JEDNOSTEK MIAR I WAG MA ORDYNOWAĆ ELEKTROTERAPIĘ, MAGNETOTERAPIĘ, LASEROTERAPIĘ, CZY TERAPIĘ WIELOKROTNEGO IMPULSU?!!!!! Szok…

  6. Ludzie, to jak ta niby doktor Julia Pingot leczy pacjentów, tak bardzo reklamowaną przez siebie Terapią wielokrotnego. impulsu jak nie ma zielonego pojęcia o jej zasadzie działania? Przecież to jest skandal.

    1. Pani Julia Pingot nie ma pojęcia o prawidłowym wykorzystywaniu na pacjentach terapii wielokrotnym impulsem, gdyż nie tylko nie ma wiedzy z dziedziny fizyki i nie rozumie zasady jej działania, ale nigdy nie odbyła szkoleń i nie posiada certyfikatu upoważniającego ją do jej stosowania. Jej doświadczenie kliniczne ograniczyło się do tego, co pokazał jej ojciec Mariusz Pingot, a i on niewiele wiedział na temat tej metody.

  7. Jakie jest pokrewieństwo między “doktór” Julką a “Gosią” Pingot z PO, ośmieszającą Piotrków (pedalska flaga na pomniku Kopernika, wiece aborcjonistek) urzędniczką z “komisji antyalkoholowej”?

    1. Przeczytałeś cały artykuł?
      “Powodem usunięcia Mariusza Pingota były wątpliwości większościowych udziałowców, co do rzetelności zarządzania placówką. Wraz z nim w Zakładzie przestały się pojawiać: córka Julia i jej matka – była żona prezesa – Małgorzata Pingot.”

  8. Szanowny Panie redaktorze.
    Proponuję idąc za ciosem sprawdzenie doktoratu Pana Piotra Wojtysiaka, broniony był na tej samej uczelni.

  9. Nie znać podstawowych jednostek i leczyć ludzi, to tylko jest możliwe w Piotrkowie, w tym ciemnogrodzie zarządzanym przez ZZ i AM.

  10. To wstyd i hańba dla Nauki Polskiej.
    Doktorat ten powinien być zbadany przez Komisje pod względem treści naukowych jak i pod względem procedur prawnych.

  11. Patologia pod płaszczykiem naukowym. I tacy są nauczyciele akademiccy w UJK, teraz jak Pisiory przejeły uczelnię będzie jeszcze gorzej.

  12. prof. dr hab. Krystian Żołyński, dr hab. Krystyna Maria Księżopolska-Orłowska, dr Marta Woldańska-Okońska, dr J. Pingot. Wszyscy wypadli z ruskich czołgów. Mogli jeszcze sobie przyznać honoris causa.
    Ludzie, w jakim kraju żyjemy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.