Baśń o uczciwym Gumulcu

19 lutego 2017 r. na scenie Miejskiego Ośrodka Kultury w Piotrkowie miała miejsce premiera spektaklu dla dzieci pt. „Opowieści z imbryka”.

Wypełniona po brzegi sala zgromadziła ponad 300 widzów. Za możliwość obejrzenia przygód kowala, muchy i konia należało zapłacić po 10 zł od łebka.

Reżyserem scenicznej bajki jest Bartosz Gumulec – prezes Stowarzyszenia “Busola”, aktualnie zatrudniony jako nauczyciel w Szkole Podstawowej nr 8, który do współpracy zaprosił swoją żonę Magdalenę i Macieja Łagodzińskiego.

Przedstawienie poprzedziła kampania reklamowa, pisały o nim lokalne portale, strona urzędu miasta itd. Na premierze nie zabrakło przedstawicieli urzędowej telewizji, w której jeszcze do niedawna Gumulec prowadził magazyn kulturalny.

Niedługo po zakończeniu występu na stronie „epiotrkow.pl” ukazało się sprawozdanie podpisane przez „Agawę” – czyli Agnieszkę Warchulińską – etatowego pracownika radia Strefa FM znaną między innymi z tego, że posiadła niezwykłą łatwość w przywłaszczaniu sobie cudzych tekstów i podpisywaniu ich swoim nazwiskiem.

Plakat do przedstawienia. Foto: organizatorzy. Kliknij, aby powiększyć.

W internecie są nadal dostępne plakaty, na których widnieją dwa różne tytuły przedstawienia. Raz są to „Opowieści z imbryka”, innym razem „Opowieść z imbryka”. Jednak cechą wspólną obu afiszy jest brak na nich nazwiska autora sztuki.

Nie pojawia się ono również w tekście Warchulińskiej, a przecież w przypadku sztuk teatralnych to właśnie twórca jest magnesem przyciągającym publiczność do teatru.

W związku z tym skontaktowaliśmy się z Bartoszem Gumulcem. Jednak za żadne skarby świata nie chciał zdradzić autora. a na pytanie, kto napisał sztukę, odpowiedział: To jest scenariusz, który myśmy zaadaptowali za zgodą autorki. (…) Ja nie muszę tego umieszczać na plakacie, ponieważ mam taką zgodę autorki. W tym momencie. W przypadku spektaklu premierowego. To zostało zgłoszone do ZAiKS-u, tak, że w tym przypadku, za zgodą autorki, nie umieszczaliśmy informacji. Natomiast jest to zgłoszone do ZAiKS-u normalnie…

Plakat przygotowany przez MOK. Kliknij, aby powiększyć.

Nie ustępowaliśmy i powtórzyliśmy pytanie. Gumulec odparł: Powód jest taki, że jest to nasza inicjatywa i jest to tekst zaadaptowany i zwyczajnie nie mam obowiązku ani życzenia i ochoty podawać tego tytułu.

Dalej Gumulec stwierdził, że być może kiedyś (bo spektakl będzie jeszcze długo prezentowany), jeżeli autorka sobie tego zażyczy, może będzie informacja, że jest on w oparciu albo na motywach…

Na uwagę, że nie zdarza się, żeby na plakacie teatralnym nie było nazwiska autora, odparł: To już wedle życzenia, wedle uznania. Jeżeli autor sobie nie życzy, nie ma ochoty, nie wszyscy są pazerni. W tym przypadku akurat tak było.

Autorką sztuki „Baśń o grającym imbryku” jest Marta Guśniowska, która za ten utwór otrzymała w 2006 roku I nagrodę w prestiżowym Konkursie na sztukę dla dzieci i młodzieży w Poznaniu. Prapremiera przedstawienia odbyła się 6 października 2007 roku w teatrze lalki i aktora „Kubuś” w Kielcach. Guśniowska jest z wykształcenia filozofem, zawodowo związana z Białostockim Teatrem Lalek, gdzie pełniła funkcje dramaturga i konsultanta literackiego.

Wczoraj, 21 lutego 2017 zadzwoniliśmy do pisarki:

– Czy wie pani coś na temat spektaklu teatralnego na podstawie pani sztuki „Baśń o grającym imbryku”, która była wystawiona niedawno w Piotrkowie?

Nie, nie, nic o tym nie wiem. A który teatr to robił?

Wytłumaczyliśmy autorce, co to jest MOK i “Busola” oraz pod jakim tytułem wystawiono sztukę i że została mocno zmodyfikowana, że na plakatach nie ma jej nazwiska. Autorka wyraziła ogromne zdziwienie. Kiedy usłyszała, że twórca piotrkowskiego spektaklu się z nią kontaktował i ma jej zgodę, zaniemówiła, ale po chwili zapytała, czy spektakl był biletowany? Potwierdziliśmy.

To jest bardzo nieładnie, nie chcę użyć słowa: „kradzież”. Ale ja w ogóle nie znam takiego pana… Gomulec? Nic mi to nie mówi… Nie przypominam sobie, żebym… Ja zawsze bardzo chętnie udzielam wszystkich zgód, ale jeżeli jest to robione z dzieciakami, z młodzieżą, że to jest niebiletowane, że to są jakieś fajne zajęcia z dzieciakami, wtedy zawsze wszyscy mają moją zgodę, ale jak wchodzą w grę bilety, że ktoś sobie na tym zarabia, no to już jest sprawa. Z ZAiKS-em może ten pan mieć problemy. Jeżeli ktoś chce wystawić sztukę, powinien się skontaktować albo z autorem, albo z ZAiKS –em. ZAiKS informuje, że się dogadał z taką a taką grupą, czy z danym teatrem na sezon. I ja dostaję taką wiadomość, później ewentualnie dostaję zaproszenie na premierę, ale żeby mnie nie było na plakacie, to się jeszcze nie zdarzyło. Nie jest możliwe, żeby producent przedstawienia dogadał się z ZAiKS-em i żeby autor nie był o tym poinformowany. Autor przecież może się nie zgodzić.

Guśniowska kontynuowała:

– W imieniu swoim i wszystkich piszących: nie możemy się zgadzać na to, żeby ktoś w ten sposób nas oszukiwał, bo my z tego żyjemy, to jest nasza niełatwa praca, pracujemy na chleb, a tu nagle ktoś sobie to przywłaszcza.

Sam fakt, że nie ma nigdzie informacji na temat mojego nazwiska i tytuł został zmieniony bez mojej zgody… W ZAiKS-ie, jeżeli jakikolwiek teatr zaprzyjaźniony prosi mnie o zmianę tytułu, ponieważ jakiś im się bardziej podoba, to nie mogą tego zrobić, dopóki ja nie wyrażę pisemnej zgody – ze swoim podpisem (nawet nie mogę tego zrobić ustnie), że zgadzam się na potrzeby tego konkretnego teatru na zmianę tytułu. Tak, że widzę tu dużą samowolę ktoś uprawia…

Ryszard Smagur – inspektor Dyrekcji Okręgu Łódź Stowarzyszenia Autorów ZAiKS stanowczo zaprzeczył, aby przyjmował jakikolwiek wniosek o uzyskanie licencji od Stowarzyszenia Busola czy Bartosza Gumulca, natomiast w centrali ZAiKS-u w Warszawie, w Sekcji Wielkich Praw i Licencji Krajowych poproszono o zwłokę w udzieleniu odpowiedzi.

Sala widowiskowa w MOK ma 319 miejsc. Bilet kosztuje 10 złotych. Zapowiedziano na razie jeszcze dwa spektakle na 23 lutego: godz. 9:00 i 10:30, w ramach „edukacji teatralnej”. W planach są także  występy wyjazdowe. Wychodzi więc na to, że amatorska trupa znalazła sobie doskonałe źródło utrzymania.

Nie wolno dokonywać w dziele żadnych zmian bez wiedzy i zgody autora. Z naruszeniem praw autorskich mamy do czynienia za każdym razem, gdy wykorzystujemy utwór poza zakresem dozwolonego użytku, bez uzyskania wymaganego zezwolenia (w postaci licencji bądź przeniesienia praw) – czytamy na stronie „prawokultury.pl”.

W niektórych sytuacjach naruszycielowi praw autorskich można przypisać odpowiedzialność karną za przestępstwo, niezależnie od tego, czy naruszenie skutkuje jednocześnie odpowiedzialnością cywilną.

Odpowiedzialność karna może być rezultatem popełnienia plagiatu (przywłaszczenia sobie autorstwa lub wprowadzenia w błąd co do autorstwa) lub naruszenia innych autorskich praw osobistych (brak informacji o autorstwie, publiczne zniekształcanie utworu, uniemożliwienie lub utrudnianie kontroli korzystania z utworu). Ponadto przestępstwem jest nieuprawnione lub niezgodne z warunkami uprawnienia rozpowszechnianie utworu bądź utrwalenie utworu w celu rozpowszechnienia. Do pociągnięcia do odpowiedzialności za przestępstwo konieczne jest wykazanie oskarżonemu winy umyślnej.

W rozmowie z „Gazetą” reżyser przedstawienia wskazał na siebie palcem.

Bartosz Gumulec jest nauczycielem. Czy jest on godny sprawowania tej odpowiedzialnej funkcji, jeżeli okazał się być kłamcą i nie dochował spoczywającego na nim obowiązku związanego z ochroną praw autorskich?

Na koniec przypomnijmy, że Stowarzyszenie “Busola” rok w roku otrzymuje pokaźne wsparcie finansowe od miłującego teatr prezydenta miasta Chojniaka. W 2016 r. było to 72 tys. złotych (art.: > „Chojniak dzieli pieniądze – każdemu wg zasług”).

→ M. Miła, M. Baryła

22.02.2017

• foto: facebook.com/busola.piotrkow

• komentarz prawny: prawokultury.pl

• zobacz także: > “Gumulec: Oświadczam, że JESTEM ARTYSTĄ vol. 2 UKS”

 

5 Replies to “Baśń o uczciwym Gumulcu

  1. jeśli prawa nabył po publikacji, to dlaczego wyrok niekorzystny dla redakcji?
    To znaczy zdziwiony nie jestem, ale ciekaw uzasadnienia wyroku.

    1. Sąd uznał, że nazywanie go “złodziejem” jest niewspółmierne do deliktu, jakiego się dopuścił. A takie określenie pojawiło się co najmniej dwa razy w “GT”. Poza tym, w ocenie sądu, nie doszło do “kradzieży własności intelektualnej”, więc taki zwrot “niewątpliwie naruszył dobre imię”. W uzasadnieniu sąd zauważył: “Należy stwierdzić, że publiczne wykonanie przez Stowarzyszenie “Busola” utworu (…) stanowiło naruszenie praw autorskich Marty Guśniowskiej, albowiem odbyło się bez jej zgody, a ponadto bez podania informacji, że jest ona twórczynią utworu”. Z tego powodu w artykułach dotyczących sprawy określenie “złodziej” zostało zastąpione zwrotem “nie dochował spoczywającego na nim obowiązku związanego z ochroną praw autorskich”.

      Warto jeszcze wspomnieć, że G. cytowany przez Warchulińską mówi: “To jest historia, którą siedem czy osiem lat temu realizowaliśmy jeszcze w Stowarzyszeniu „Busola” dla uczęszczających tam na zajęcia dzieci. Już wtedy ta przezabawna opowieść o Kowalu, Koniu i Musze bardzo nas urzekła. (Adres: https://epiotrkow.pl/artykul/Opowiesci-z-imbryka-czyli-premiera-na-piotrkowskiej-scenie,27680). Ale tego, czy była wtedy potrzebna licencja, nie ustalałem.

      Reasumując: sąd nie podważył faktów przedstawionych przez “Gazetę Trybunalską”, mało tego, odrzucił zeznania świadka nb. występującego także w tym przedstawieniu, jakoby otrzymał ustną zgodę od autorki na prezentację widowiska. Przywołał natomiast ustawę o prawie autorskim i zaznaczył: “ustawa nie posługuje się pojęciem kradzieży w odniesieniu do jakiejkolwiek formy naruszenia prawa autorskiego”.

      (mb)

      1. Czyli to była kradzież ,,inaczej”, co nie wyczerpuje definicji kradzieży zwykłej.
        Sąd piotrkowski potrafi się znaleźć, nawet obdarowuje czasem oskarżonego kwiatami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.